Kallafiorra kawałek

„Kallafiorra” strawiłem bez kłopotu i nawet się bawiłem. To udany film offowy. Kręci się wokół dość serio potraktowanych pytań: jak realizują swoje ideały młodzi? Skąd czerpią natchnienie? Czy mają jakiś realny cel do osiągnięcia? itd. Zabawnie nakręcony film – „wideoklip”. Zabawy obrazem: co jest bardziej realne – to, co się „kameruje”, czy efekt tej czynności? [nota bene: dla mnie jeden z dwóch, trzech głównych filarów „Blair Witch”]. Już zupełnie powierzchownie rzecz ujmując – rodzima wersja „clubbingu”. Choć dla mnie mniej treściwa niż np. „Egoiści”, czy „Egzekutor”. Pozostawiłem na taśmie, bo chyba warto.

Klapsy i inne ścinki

Co będzie w tym dziale? Otóż od zawsze chciałem mieć możliwość publikowania efemeryd – dziwnych uwag na marginesie, często prywatnych i mocno subiektywnych, fragmentów, zapisów czynionych na gorąco – zatem nigdy nie gotowych do końca. Chyba takie materiały będą się tu pojawiać. Innymi słowy – „recenzje częściowe”.

Proszę zatem o wyrozumiałość.

Wszystko o… (kobietach, przyjaźni i śmiechu)

Rzadko zdarza mi się pójść do kina na film, o którym nic nie wiem. Przyjemność bycia zaskakiwaną psują mi na ogół przeczytane wcześniej streszczenia i recenzje, więc kiedy tylko uda mi się nie przeczytać ich przed zobaczeniem filmu, czuję się jak podróżnik wyruszający wyprawę w nieznane. Tak właśnie oglądałam „Wszystko o mojej matce”. Continue reading „Wszystko o… (kobietach, przyjaźni i śmiechu)”

Życie na ekranie

Telewizja wkroczyła w nasze życie w latach 50-tych, zajmując w nim zaszczytne miejsce, jednak dopiero lata dziewięćdziesiąte przyniosły jej agresywny atak na ludzką prywatność. Programy typu „reality show, zwane także „real tv, biją rekordy oglądalności. Pościgi za przestępcami, pełne przygód niebezpieczne wyprawy, romantyczne podróże służące kojarzeniu par lub po prostu śledzenie życia codziennego mieszkającej wspólnie grupy ludzi – to wszystko fascynuje i bawi widzów, lecz całkowicie pozbawia tajemnic i odziera z prywatności ich gwiazdy. Producenci zakładają jednak, że taka właśnie musi być dzisiejsza telewizja – znudzonego widza rozerwać mogą już tylko programy najbardziej drapieżne i brutalnie odsłaniające prawdę (bo przecież widz wierzy, że są one prawdą). Continue reading „Życie na ekranie”

Element zbrodni (przeciwko kinematografii)

Twórczość Larsa von Triera zaczęłam śledzić od końca, czyli od „Trylogii samotności”. Najpierw „Przełamując fale”, potem „Idioci”, a na końcu „Tańcząc w ciemnościach”. I zakochałam się: w jego historiach, sposobie opowiadania, prowadzenia kamery, ustawiania aktorów. Postanowiłam więc zobaczyć jego wcześniejsze filmy i zaczęłam się cofać. Najpierw „Królestwo”, potem „Europa”, aż wreszcie dotarłam do „Elementu zbrodni”. Continue reading „Element zbrodni (przeciwko kinematografii)”

Zakazany owoc, czyli kiedy duchowny kocha kobietę

Trójka przyjaciół, Brian, Jake i Anna jest nierozłączna. Razem chodzą do szkoły i bawią się, spędzając wspólnie cały wolny czas. Kiedy mają po osiem lat, przychodzi czas rozstania – Anna wyjeżdża z rodzicami do innego miasta. Rozstanie jest dla dzieci tragedią, ale obiecują nigdy o sobie nie zapomnieć. Tak też się staje; kiedy po latach Anna (Jenna Elfman) wraca do Nowego Jorku, spotyka obu przyjaciół, którzy, jak na romantyczną komedię przystało, zakochują się w nowym wcieleniu starej przyjaciółki, teraz pięknej i niezależnej bizneswoman. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Brian (Edward Norton) i Jake (Ben Stiller) są duchownymi: pierwszy – katolickim księdzem, drugi – rabinem. Continue reading „Zakazany owoc, czyli kiedy duchowny kocha kobietę”

Jak Mały Człowiek oglądał telewizję

Mali Ludzie są, owszem, wiernymi fanami kina. Ale od czasu do czasu oglądają również telewizję w której, jak wiadomo, emitowane są filmy. Filmy te robione są przez ludzi uważanych powszechnie za wielkich, ale co do tego Mali Ludzie (wśród nich również ja) mają czasami całkiem spore wątpliwości. Continue reading „Jak Mały Człowiek oglądał telewizję”

Z punktu widzenia Małego Człowieka: W obliczu Wielkich Ludzi

Raz na jakiś czas, a czasem nawet częściej, Mały Człowiek (czyli na przykład ja) wybiera się do kina. Robi to zazwyczaj skuszony nazwiskiem jakiegoś Wielkiego Człowieka umieszczonym na plakatach i, na swoje nieszczęście, czegoś się spodziewa. Najczęściej czegoś dobrego, bo niby dlaczego miałby zatruwać sobie życie i marnować swój wolny czas oglądając coś, po czym niczego dobrego spodziewać się nie można? Bardzo często, jednak, potwornie się rozczarowuje. Continue reading „Z punktu widzenia Małego Człowieka: W obliczu Wielkich Ludzi”