Hollandyzacja świata

Oddaję Państwu coś na kształt przewodnika dla maluczkich interpretatorów filmów Agnieszki Holland. Mój przewodnik składa się z przykazań, których należy przestrzegać przy usiłowaniach zrozumienia jej twórczości.

I. Nie ma sentymentów

W filmach Holland dostrzegam wyraz czegoś, co chętnie nazywam „umysłowością mężczyzn”. Reżyserka „Europy” to kobieta o umyśle faceta. Jej filmy mają sztywną i zamknięta w sobie konstrukcję. Tu nie ma miękkiego i pozbawionego zdecydowania sentymentalizmu. Idylli tu nie ma. Emocja nigdy nie bierze góry nad rozumem. Jest tak nawet w „Tajemniczym ogrodzie”. Oglądając ten film nie mogłem się pozbyć wrażenia, że oto reżyser zwyczajnie bawi się tematem. Tu celowo zabrakło pojęciowego szkieletu na którym można oprzeć fabułę. W efekcie otrzymaliśmy sielski i anielski obrazek rzetelnie wystylizowany malarsko. Holland słusznie założyła, że materiał wyjściowy to bajka z pewnym rozcieńczonym myślowo morałem. I postanowiła zrobić bajkę właśnie – milutki obrazek. Coś, co kusi bardziej swym opakowaniem i kształtem niźli zawartością i treścią.

II. Konieczność wyboru

Proszę tego nie mylić z jakąś egzystencjalną wolnością absolutną. Źródłem zdarzeń nie jest samotne i izolowane ego. Jednak bohaterowie Holland zawsze muszą dokonywać pewnego istotnego wyboru, który następnie konstruuje sytuację dramatyczną. Taki wybór nie zawsze musi być dokonany ze świadomością jego rzeczywistej wagi. W zasadzie jest to zbliżone do klasycznego dramatu greckiego – każdy wybór jest zły. Ściślej: jest on nie tyle zły, co obciążony konsekwencjami. Opisywana tu siatka pojęciowa polega na wybieraniu między różnymi wartościami. Zawsze trzeba wybierać i zawsze coś musi być poświęcone. Gospodarz z „Gorzkich żniw” wpierw ratuje życie Żydówce, ale potem – w konsekwencji – musi wybrać i dlatego poświęca innych ukrywających się Żydów. Analogiczne wątki budują dramaturgię „Europy”, „Oliviera” czy „Zaćmienia”.

III. Co jest wewnętrzne, a co zewnętrzne?

Tu proszę zwrócić uwagę na charakterystyczny dla całej twórczości Holland rys. Bohaterowie jej filmów mają mianowicie problem z tożsamością osobową. Oni oraz widzowie filmów Holland zawsze postawieni są przed pytaniami: kim jestem? Co stanowi moją tożsamość? Oczywiście, omawiany teraz topos, traktowany jest odmiennie w kolejnych filmach reżyserki. Główny bohater „Gorzkich żniw” jest targany między rozbieżnymi lojalnościami – w końcu nie jest ani Polakiem, ani Niemcem, ani volksdeutschem, ani do reszty nie jest dumnym i egoistycznym chłopem. Wskazany dylemat nie jest tu jeszcze uwydatniony. Koniec końców można się zgodzić, iż nasz bohater reprezentuje hardego bauera zdruzgotanego psychicznie przez kataklizm wojny. „Europa” prowadzi do konkluzji, że tożsamość nie jest ufundowana tylko na mechanizmach społecznych i historycznych (nie ma znaczenia czy „przypadkowo” jest się Żydem, Polakiem, Rusinem lub Niemcem) – pierwotniejsza zdaje się być więź rodzinna. Osobiście jednak nie mam pewności, czy to rzeczywiście pełna odpowiedź. Zastanawia mnie bowiem, czy bohater odnalazł siebie (określił swoją tożsamość), czy też zwyczajnie po ludzku cieszy się z ocalenia? Kolejne przybliżenie poruszanego tu problemu znajdujemy w „Olivier, Olivier”. Obok „Europy” jest on tu w centralnej pozycji. Sądzę, iż Holland obstaje tu twardo przy idei pewnego zbiorowego solipsyzmu. Jesteśmy bowiem tym, kim jesteśmy, bo inni chcą nas takimi widzieć! W spojrzeniu drugiego człowieka odbija się prawda o nas samych. Matka chce widzieć w odnalezionym młodzieńcu swego syna. I dlatego on staje się jej synem. To, że tożsamość indywidualna zapośredniczona jest w spostrzeganiu społecznym, to nie jest teza nowa. Ale nie jest to także prosta odpowiedź na skomplikowany problem.

W tym kontekście kilka zdań o „Zaćmieniu”. Verlaine – analogicznie do bohatera „Gorzkich żniw” – staje w sytuacji złożonych wyborów i konfliktu lojalności. Poddany presji dominującej osobowości Rimbaud”a, ponosi klęskę: zagubiony i zniszczony staje się bezwolnym indywiduum niesionym przez rzekę czasu i zdarzeń. Tu nie ma jakiejś konstruktywnej odpowiedzi na omawiany tu dylemat. Jeśli już, to jest takowa, ale ma charakter negatywny. Jest to bowiem obraz dekonstrukcji osobowości i tożsamości Verlainea.

IV. Nic nie jest tym, czym wydaje się być

Jestem przekonany, że to bodaj główna oś ideowa i dramaturgiczna filmów Agnieszki Holland. To jeden z ważnych powodów do stwierdzenia o „hollandyzacji świata”. Nie chodzi mi tutaj o prostą komedię omyłek. Uważam, iż twórczość Holland nie miałaby tej głębi, gdyby pozbawiona została tej cechy. Świat z jej filmów jest bowiem w pewien sposób nielinearny. Większość naszych działań przynosi skutki zupełnie różne od zamierzonych. Nawet robiąc coś z dobrym zamiarem, zostajemy ograniczeni przez świat. Dla naszego otoczenia sens naszych czynów zostaje wypaczony – nawet jeśli tego nie chcemy. W tym kontekście paradygmatami są „Europa” oraz „Gorzkie żniwa”. Główne postacie obydwu filmów nie są tym, czym wydają się być. To samo zasadniczo odnosi się do ich czynów i wyborów. W tym drugim filmie zbiegła z transportu Żydówka dzięki prostemu odruchowi litości zostaje ocalona. Jej wybawca ma szlachetne zamiary. Lecz w efekcie staje się to źródłem zniewolenia psychicznego uciekinierki. Gospodarz zamiast być miłosiernym Samarytaninem, staje się władcą i katem.

Świat prezentowany przez Holland jest nielinearny w tym znaczeniu, że jego konstrukcja dodaje naszym czynom nieprzewidziane aspekty. Nie znosi to efektywności związku przyczynowo-skutkowego. Wręcz przeciwnie: zakłada go. Bez niego absurdem byłoby ponoszenie odpowiedzialności za swoje czyny. Tu jednak tkwi istota problemu. Ponosimy odpowiedzialność nawet za nieprzewidziane skutki naszych działań. To właśnie z niezwykłym mistrzostwem ukazuje Holland.

Według mnie, jest to dowód mocnego ugruntowania jej filmów w klasycznej kulturze europejskiej. Konflikt wartości i lojalności, sprzeczność intencji i skutków czynów, to wątki zainicjowane już w greckiej tragedii. Holland posiadła umiejętność uzdatniania tych fundamentalnych myśli dla współczesnego odbiorcy. Owszem, adresatem najczęściej jest Europejczyk, lecz nie stanowi to ograniczenia dla uniwersalizmu przekazu jej filmów.

Coraz bardziej skłaniam się do tezy, że Agnieszka Holland jest najważniejszym reżyserem ostatniej dekady polskiego filmu.

lipiec 1998 r.

Share on Facebook

Dodaj swoją opinię

Copyright © camera-obscura
autorskie recenzje filmowe | Krzysztof Kudłacik

Zbudowany w oparciu o Notes Blog Core
Powered by WordPress