Batman też człowiek

Przyznaję się: kocham Batmana. Moje uczucie ma nie tylko emocjonalne źródło, ale – co nie jest banałem – także intelektualne.

Z moimi emocjami sprawa nie jest skomplikowana – od dzieciństwa lubiłem komiksy i inne historie obrazkowe. W tym nie jestem odosobniony w porównaniu z innymi „dziećmi XX wieku”, które są chodowane na kulturze obrazkowej. Szerzej należy potraktować sprawę zauroczenia poznawczego postacią Batmana. Fascynacja filmem „dla dzieci” u dorosłego człowieka (bez względu na determinacje z dzieciństwa) może dziwić – najczęściej innych „dorosłych”.

Otóż Batman (przynajmniej w pierwszych dwóch filmach) nie jest postacią wyłącznie dla dzieci. Można w nim dostrzec wiele rysów spotykanych w bardzo dobrych filmach tzw. „pierwszej ligi”. Po pierwsze, to, co nazywam efektem „podwójnego dna” – a musicie wiedzieć, że jest to bodaj najwyższy stopień mistrzostwa filmowego jak na miarę kina amerykańskiego, które w nielicznych wypadkach wnosi cokolwiek nowego do dorobku światowej kultury. Efekt, o którym mowa polega z grubsza rzecz biorąc na tym, że dany film daje się odczytywać w dwóch wymiarach: „standardowym” lub „dla ludu”, czyli po prostu rozrywka i zabawa (niekoniecznie = komedia) przez 90 minut; oraz „niestandardowym”, czyli dla „wtajemniczonych”. To ostatnie to po prostu posiadanie jakiegoś ładunku treści wymagającego od widza pewnego wysiłku poznawczego, żeby film został zrozumiany, a nie tylko oglądnięty. Jak sądzę, filmy o Batmanie – mam na względzie drugi film z serii – mają takie podwójne dno. Po drugie, postacie towarzyszące Batmanowi są wystarczająco subtelnie zarysowane, a nie po prostu grubą kreską – jak to w komiksach bywa. Przekonujemy się o tym, bliżej spoglądając na Kobietę Kota lub Pingwina. Kobieta Kot nie zostaje do końca zdefiniowana jako dobra lub zła postać. Ona sama sądzi o sobie, że jest zła, ale sama walka z Batmanem nie wystarcza, aby zostać tak sklasyfikowaną. Tym bardziej jest to widoczne w figurze Pingwina, jest on co prawda uosobieniem zła, ale jego bycie złym bardziej bierze się z chęci odwetu wobec wyrządzonej mu krzywdy niż z samej budowy świata. Tu dotykamy trzeciej sprawy. A mianowicie kwestii przemiany. Pełni ona w „Batmanie” funkcję podstawową. Każdy z głównych kontrbohaterów zostaje odmieniony – Joker powstaje z przeciętnego bandziora po kąpieli w chlorze; Kobieta Kot odradza się, bo kolejne życia otrzymuje za swe dobre serce od stada kotów dachowców; Pingwin bynajmniej nie zostaje odmieniony w momencie poczęcia (wada genetyczna), lecz dopiero, gdy doznaje odrzucenia przez rodziców; podobnie rzecz się z szalonym naukowcem, który co prawda, przemienia się sam, ale jest to na skutek pragnienia uczynienia złego użytku ze swojego wynalazku. Sam Batman i Człowiek o Dwóch Twarzach mają analogiczny los. Po czwarte, pewna – może dość kontrowersyjna – teoria dobra i zła. Joker powiada do Batmana „Sam mnie stworzyłeś”. Na pewno ma na myśli (m.in.) to, że Joker jest „zły”, bo Batman postanowił być „dobry”. Używam tu cudzysłowów, bo postacie Batmana i jego kontrbohaterów to symbole lub ikony dla manichejskiej i nie kończącej się walki dobra ze złem (ten sam klucz stosuje się do westernów). Zło tak naprawdę jest banalne, małe i codzienne, ale (na zasadzie jakiejś równowagi) to samo dotyczy dobra. I dlatego zwykli ludzie muszą doznać oczyszczenia poprzez symboliczną walkę „dobra” ze „złem”. Interesujące jest to, iż owa walka wcale nie uszlachetnia w jakimkolwiek sensie walczących stron – to właśnie one ponoszą jakieś straty. choćby Batman, który nie czuje się zdolny do odrzucenia swojej roli obrońcy dobra i niewinności. Teoria dobra i zła tu opisywana polega w skrócie na tym, że zło i dobro istnieją tylko we wzajemnej konfrontacji, nie ma jednego bez drugiego – taki jest też sens przytoczonych słów Jokera do Batmana.

I na koniec wreszcie: coś, co mnie osobiście bardzo się podoba. Otóż „Batman” uczy, że nie wszystko, co brzydkie jest złe. A tego właśnie uczy się powszechnie nasze dzieci; baba jaga nie może mieć postaci „dobrej” babci – musi być szpetna; w bajkach Disneya postacie dobre są nieodmiennie dziecinne i piękne, a postacie złe odwrotnie – dorosłe i brzydkie. Śmiem uważać, że taka „disneyowska” edukacja może przynieść nienajlepsze skutki. Batman przełamuje ten stereotyp choćby w postaci Pingwina.

Tyle o moim ciepłym uczuciu do Batmana i jego kontrbohaterów. Na koniec: trzecia część serii „Batmana” – „Batman forever” to blada kopia swoich poprzedniczek. Szkoda tak rozwojowego aktora jak Val Kilmer – jego Batman był pusty i schematyczny w zestawieniu z rolami jego poprzednika.

czerwiec 1996r

Share on Facebook

Dodaj swoją opinię

Copyright © camera-obscura
autorskie recenzje filmowe | Krzysztof Kudłacik

Zbudowany w oparciu o Notes Blog Core
Powered by WordPress