9 kompania. Polecam

Rosyjska – choć raczej: radziecka – kinematografia ma bogate zaplecze filmów wojennych. Jak łatwo się domyślić są to produkcje z czasów imperium sowieckiego. Ich rola była wtedy jasna – miały mitologizować wojnę – tzw. wojnę narodowowyzwoleńczą: tu – przeciw byłemu sojusznikowi – III Rzeszy.

poster "9 kompania"

Wystarczy wspomnieć Siergieja Bondarczuka i jego filmy. Któż z nas nie pamięta Losu Człowieka lub Lecą łabędzie? Epika, monumentalizm, bohaterstwo, los itd. Wszystko służyło jednemu, prostemu, ideologicznemu celowi: gloryfikacji władzy komunistycznej jako zdolnej do przeciwstawienia się faszyzmowi. Jednak mimo to, były to generalnie warte uwagi dramaty wojenne. Niestety podzieliły los imperium sowieckiego.

Ale podzieliły go w znaczący sposób. W zasadzie nie naruszając tkanki imperialnej. Już wyjaśniam, co mam na myśli. Oto z jednej strony mamy pewną pustkę – nie ma (może raczej: nie było) poważniejszej produkcji filmowej w tym gatunku w okresie rozpadu ZSRR i powstanie WNP. A z drugiej pojawiające się produkcje – np. Posterunek A.Rogożkinanie kontestują oficjalnej ideologii imperium rosyjskiego – teraz pozbawionej już przebrania komunistycznego.

Wyjście w tej sytuacji wydaje się jedno: ucieczka w podmiotowość uczestników wojny. Na plan pierwszy wychodzi opowieść o konkretnych ludziach w konkretnych sytuacjach, bez zadawania sobie pytań bardziej zasadniczych, np. o cel prowadzonej wojny. Wcale nie jest perspektywa uboższa. Pokazał to choćby DePalma w Ofiarach Wojny. I tą ścieżką poszedł Fiodor Bondarczuk – syn Siergieja Bondarczuka.

9 kompania to najbardziej interesujący dramat wojenny ostatniego czasu nakręcony w Rosji. Przede wszystkim dlatego, że jest próbą uczciwej opowieści o wojnie, tu – o wojnie w Afganistanie. Podkreślmy: to jest punkt widzenia bezpośrednich uczestników – grupy żołnierzy. Dlatego krytykowanie reżysera, ponieważ nie bardzo zajmuje się on podłożem politycznym agresji sowieckiej na Afganistan chyba celu – zwyczajnie: to nie ma nic do rzeczy, czy Bondarczuk będzie mniej, czy bardziej bił się w piersi za zbrodnicze postępki Armii Czerwonej na tym azjatyckim państewku. I tę sytuację reżyser wykorzystuje bardzo skurupulatnie i z sukcesem. Jako widzowie, otrzymujemy dzieło spójne, przekonujące i przykuwające uwagę od pierwszych scen do ostatnich.

Jednak unikajmy innej pułapki interpretacyjnej. Wpada w nią Katrzyna Wajda stawiając film Bondarczuka obok takich arcydzieł jak Full Metal Jacket, Czas Apokalipsy czy Pluton. To za wysokie progi, jak na 9 kompanię. Być może częściowo Bondarczuk najbliżej ma do Urodzonego 4 lipca – poprzez jednostkowy punkt widzenia. Jednak film rosyjskiego reżysera nie jest ani dialogiem z wymienionymi filmami, ani nie dorównuje im pod względem zawartości. Autorzy filmu o którym mowa, raczej chyba mają na celu pokazanie, iż mogą zrobić w Rosji dobry film batalistyczny – taki, jaki mógł powstać w Hollywood. I to udaje im się na piątkę.

Mamy zatem historię grupy żołnierzy – rekrutów, zaciągających się gdzieś z Syberii do 9 kompanii desantowej. Oglądamy całą drogę tych ludzi od wcielenia, przez szkolenie unitarne, do lądowania w Afganistanie i ich finalnej akcji – obrony drogi zaopatrzeniowej ze wzgórza 3234 (prowincja Chost w Afganistanie). Bondarczuk umiejętnie pokazuje, jak indywidualność jednostki zostaje wpasowana do zuniformizowanego organizmu grupy. Niektórych rekrutów trzeba złamać, innych zwyczajnie nauczyć rozumu, inni czują się jak u siebie w domu – klimat brutalności, upodlenia jest ich środowiskiem naturalnym. Narracja ładnie obrazuje spajanie się jednostek w grupę, w zgrany kolektyw. Buńczuczni rozrabiacy stają się liderami godnymi zaufania. Delikatny artysta malarz okazuje się w głębi duszy zafascynowany perfekcją machiny wojennej … itd.

Bardzo udanie opisana zostaje przepaść kulturowa dzieląca Rosjan od islamskich fanatyków z Afganistanu. Nikt nie udaje nawet, że trzeba starać się zrozumieć drugą stronę. Sytuacja jest temu przeciwna – mamy wojnę, i trzeba umieć wyłącznie szybko zabić lub zostanie się zabitym. Nie ma miejsca na fałszywą polityczną poprawność. Ale nie ma w 9 kompanii wyższości i arogancji wobec Afgańczyków. Przeciwnie: jest twarda świadomość, iż po drugiej stronie jest śmiertelnie groźny wróg, którego trzeba dażyć najwyższym respektem. Tylko tyle i aż tyle. Bondarczuk nikogo nie zamierza przekonywać, że Armia Radziecka nie jest agresorem. Wojna się tu świadomym ciężarem – ktoś ją rozpętał, a komandosi z desantu mają ją poprowadzić unkając śmierci i realizując zadane cele. To się nazywa realizm.

Tu chwila na konieczną dygresję. Najlepszy znany mi dotąd film o wojnie w Afganistanie – Czołg (1989, reż.Kevin Raynolds) poszedł w kierunku dokładnie przeciwnym realizmowi Bondarczuka. Czołg to mitologiczna wręcz opowieść o starciu stalowej bestii i jej załogi z nieokiełznanym żywiołem Talibów afgańskich. Z jednej strony Czołg operuje brutalnym realizmem wojny, tortur, zbrodni, aby gładko przejść na poziom metafory losu ludzkiego. Pomostem są jednostki.

Bondarczuk jednak na poziomie jednostek się zatrzymuje. To one go interesują. Dylematy i losy. Słowa dylematy nie hamletyzujmy w tym kontekście. Żołnierze 9 kompanii mają dylematy proste: pić, czy pić więcej; jak nie zasnąć na posterunku, czy strzelić do dziesięciolatka, czy zaufać Talibowi, żeby wytargować od niego paczkę zapałek itd.

9 kompania to film realistyczny. Opowiedziany bardzo sprawnie. Opowiedziany postaciami, a nie monumentalnymi scenami batalistycznymi. Opowiedziany szczegółowo i zajmująco. Przeplatający szorstkie fragmenty żołnierskie z pełnymi subtelności fragmentami. Przede wszystkim – to film zrealizowany z dystansem. Stoi twardo i konsekwentnie na gruncie jednostki – nie robi kroku ani w stronę symbolizmu, ani w stronę politykierstwa. Tu tkwi siła jest kasowego sukcesu. Ale to jest zasłużony sukces. Postacie filmu są wyraźnie zarysowane i ładnie poprowadzone. Oczywiście mamy tam postacie ikony, ale inne, które początkowo wydają się płaskie zyskują w trakcie opowieści nowe wymiary.

Nawet kończąc swój film Bondarczuk zatrzymuje się na poziomie ludzkim: żołnierze walczą, mimo świadomości walki w niesłusznej sprawie – ci, dla których oni przelewają krew, zostaną wkrótce zapomniani przez historię. Morał iście z kina batalistycznego, ale tak podany, że widz bierze go takim, jak jest – czyli z pełnym zaufaniem.

Kończąc trudno mi wyrokować, czy mamy tu egzemplarz nowego kina rosyjskiego. Mamy tu jednak bez wątpienia mocne, realistyczne, męskie kino wojenne. Mamy wciągający film.

8 thoughts on “9 kompania. Polecam

  1. po co odgrzewać propagandę ? Przecztaj lepiej opracowanie
    „Hitler – Stalin”.

  2. Nie zgodzę się, żeby ten film był realistyczny. Za dużo nierealistycznych scen w tym filmie mnie drażniło…

  3. Swietne, wojenne kino, realizm pola walki, kilka swietnych, charakterystycznych postaci, ciekawe efekty, duzo strzelania i troche mniej patosu niz w filmach z Hollywood. Pozycja niewątpliwie obowiazkowa dla milosnikow filmów wojennych. Afganistan jeszcze tak realistycznie nie byl przedstawiony. A w końcu Rosjanie siedzieli tam kilka ładnych latek. Jest o czym opowiadać.

  4. A może chodziło w tym poście o Wielką Wojnę Ojczyźnianą, a nie „narodowowyzwoleńczą”.

    Autor zapytuje: „Któż z nas nie pamięta Losu Człowieka lub Lecą łabędzie”??

    Otóż ja nie pamiętam „Lecą łabędzie”. To jakiś sequel/prequel albo parodia „Lecą żurawie”?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *