Science-fiction z syrenką w tle

Avalon w mitologii celtyckiej to inaczej Wyspa Kobiet, wyspa szczęścia, na której panuje harmonia, dostatek, a choroby i śmierć nie mają na nią dostępu. Zamieszkana przez piękne czarodziejki, wyznawczynie kultu Pani z Jeziora, czekają na przybycie bohaterów, którzy spędzili życie dokonując czynów prawych i odważnych. Tak więc wyspa jest celem każdego wojownika, mitycznym miejscem wszelkiej rozkoszy. Zgodnie z legendami, po śmierci Król Artur został przewieziony na Avalon i ma tam spać do czasu, kiedy będzie najbardziej potrzebny.

Avalon

Wspomniany mit jest na tyle płodny, iż stał się kanwą dla jednej z najpopularniejszych sieciowych roleplaying game (gier RPG), Avalon. Zgodnie z jej zasadami gracze tworzą poszczególne charaktery w wiecznie zmieniającym się legendarnym świecie. Gra toczy się w prawdziwym czasie, a uczestnicy sami wpływają na bieg historii, wykorzystują i rozwijają najróżniejsze umiejętności, które posiedli w rzeczywistości. Jej głównym fundamentem jest stworzenie silnych związków emocjonalnych między uczestnikami, którzy później partycypują w konflikcie po wrogich stronach.

Nie dziwi więc pomysł połączenia obu wariantów, dzięki któremu powstał najnowszy film Mamoru Oshii „Avalon. Jego bohaterem jest nikt inny, jak samotny wojownik z nielegalnej, potencjalnie śmiertelnej gry, której ostatecznym celem jest właśnie mityczna kraina. Ash wbrew stereotypowym oczekiwaniom nie jest mężczyzną. Co więcej, na swoje i widza szczęście w żaden sposób kolejnymi posunięciami nie przypomina innego silnego kobiecego charakteru – Lary Croft. Jeśli pokusić się o poszukiwanie jakichś asocjacji popkulturowych, to główna bohaterka filmu Oshiiego przypomina raczej Dorotkę, wkraczającą do krainy Czarnoksiężnika z Oz.

W rolę Ash wcieliła się Małgorzata Foremniak, królowa polskich seriali, która swoją oszczędną grą wykreowała portret kobiety silnej, opanowanej, swoim działaniem nie budzącej ani krzty taniego sentymentalizmu. Nie da się także zignorować nasuwającego się nawet w sferze wizualnej, podobieństwa do bohaterki wcześniejszego filmu Oshiiego „Ghost in the Shell”, major Motoko Kusanagi. Obie heroiny podporządkowały swoje życie wyraźnemu celowi, który bez reszty determinuje ich poczynania. Obie uzależnione są również od techniki, która w przypadku Ash umożliwia jej wkroczenie na ścieżkę prowadzącą do Avalon. Ubierając na głowę swoisty port, podłączający ją do gry, przypomina innego legendarnego władcę – Odyna, który na najodleglejszej wyspie (w mitologii skandynawskiej była nią właśnie Avalon) po założeniu korony zapominał o całym świecie. Ash przenosi się w wirtualne realia gry, podąża dosłownie za Duchem (Ghost), małą dziewczynką, której zabicie jest gwarantem przekroczenia bram upragnionego poziomu, oczekiwanego świata. Jednak tak naprawdę ważna jest sama gra, która nie jest środkiem, ale celem.

Nie można także odmówić filmowi Oshiiego silnego drugiego planu, który tym razem wypełniają męskie postacie. Murphy (Jerzy Gudejko) jest dosłownie postacią kluczową w świecie Ash. Razem kiedyś stanowili część jednej z najsilniejszych drużyn w grze – Wizard. Niestety osiągnięcie przez Murphy”ego „class real”, paradoksalnie w rzeczywistości skończyło się dla niego śpiączką i rozbiło drużynę. Ash od tego momentu w pojedynkę stara się dostać na najwyższy poziom. Nie udałoby się jej to bez pomocy Stunnera – wywiadowcy (Bartek Świderski) i Bishopa (Dariusz Biskupski), enigmatycznej postaci, która w realiach gry egzystuje na specjalnych prawach. Nie są oni tylko papierowymi figurami w filmie. W odpowiednim momencie stają się decydującym ogniwem łączącym oba światy – realny i gry.

Gatunkowo „Avalon” jest więc filmem science-fiction i rozgrywa się w niedalekiej przyszłości w Polsce. Jednak krajobraz wykreowany prze Oshiiego nasuwa zgoła inne skojarzenia. Na szarych ulicach bohaterowie mijają zniszczone syrenki, jedzą w zaniedbanych, obskurnych barach, jeżdżą pustymi, starymi tramwajami, płacą wycofanymi już z obiegu pieniędzmi. Portretowane przeważnie w sepii środowisko zbliżone jest bardziej do wizerunku Polski Ludowej niż tylko czysto postindustrialnego charakteru niektórych elementów rodzimej architektury.

Jednak nie zmieniła się poetyka Oshiiego. We wcześniejszym animowanym „Ghost in the Shell” niemalże z fotograficzną precyzją przedstawił miasto wyludnione, spokojne, które poprzez to zostało pełnoprawnym bohaterem filmu. Równocześnie rytm poszczególnych kadrów w dużym stopniu podporządkowany był muzyce Kenji Kawai, z którą tworzy płynną całość. Nie inaczej jest i tym razem. Ten sam kompozytor wzbogacił wolne ujęcia przejmującą ścieżką dźwiękową, która poniekąd dyktuje ruch kamerze.

„Avalon” w porównaniu z „Ghost in the Shell” generalnie odchodzi tematycznie od paranoidalnej wersji rzeczywistości, w której zachwianiu uległo poczucie tożsamości; odchodzi od motywu, rozwiniętego później przez Braci Wachowski w „Matrix”. Właściwie to zakończeniem swojego filmu Oshii stawia kropkę nad „i”, umieszczając widza w miejscu gracza. Nie przywraca on Ash prawdziwemu światu, gdyż nie jest w stanie tego zrobić posługując się materią filmową, która w swojej definicji zakłada kłamstwo. „Welcome to Avalon” to nie tylko zwieńczenie walki głównej bohaterki, ale przede wszystkim postawienie tezy o niemożliwości powrotu do rzeczywistości w filmie, a w dalszej konsekwencji przekorną próbą pokazania jej względności. Na tym obszarze można wchodzić tylko głębiej i głębiej w iluzję, bowiem „świat jest takim, jakim nam się wydaje, że jest”.

„Avalon” 2001, Japonia, reż.: Mamoru Oshii; scen.: Kazunori It, Neil Gaiman; zdj.: Grzegorz Kędzierski, muz.: Kenji Kawai; dźw.: Kazuhiro Wakabayashi; prod.: Atsushi Kubo; wyk.: Małgorzata Foremniak (Ash), Władysław Kowalski (Game Master), Jerzy Gudejko (Murphy), Dariusz Biskupski (Bishop), Bartek Swiderski (Stunner), Zuzanna Kasz (Ghost) i inni.

One thought on “Science-fiction z syrenką w tle

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *