Komórka w kupie, czyli darwinizm odwrócony

Szukałem w repertuerze czegoś rozrywkowego i z dreszczykiem. Obejrzałem „Jurrasic Park III” i to była świetna zabawa z dreszczykiem. Jasne, że film jest przewidywalny od początku do końca, ale bawić się można zuepłnie miło.

Oczywiście nie da się napisać czegoś poważniejszego o filmie Joe Johnstona – to przecież kino rozrywkowe. Jednak pomimo definicyjnej masowości tego produktu jest to towar przyzwoitej wartości.

Przede wszystkim jest to film zdecydowanie bardziej realistyczny. W tym sensie, iż lepiej niż poprzednie części pokazuje właściwe realcje „międzygatunkowe” – homo sapiens jest zaledwie pożywieniem dla gadów. Nie zmieni tego poziom „przyjaźni”, który mogą mieć naiwne jednostki do „zwierząt”. Zatem: na pożywienie się poluje. To definitywnie widać na „Jurrasic Park III”. Różnica względem poprzednich części sprowadza się do tego, iż tym razem nikt tu nie pokazuje jakiegoś „błędu” człowieka w wyniku którego dochodzi do aberracji, czyli konsumpcji człowieka przez dinusia.

Film o którym mowa jest ponadto dość pesymistyczny. Poprzednie części były ufne w rozum ludzki – on jest dobry, ale można go użyć w złym celu: tu – „zabawa w Pana Boga”. Wtedy morałem było, że takie nadużycia naukowców można jakoś kontrolowoać. W części III takie kontroli już nie ma. Nie dlatego, że samych złych naukowców nie ma – to natura wzięła górę. Pesymizm widać również w ogólnej atmosferze filmu – rozgrywa się on w półmroku dżungli, głębokim cieniu, mgle lub nocy. Sam finał jest za to kontrastowo słoneczny.

Film Johnstona jest poza tym dość płaski – postacie szatampowo zarysowane i mało przekonujące. Tu nic takiego się nie dzieje. Nawet kradzież gadziego jaja przez współpracownika głównego bohatera jest nie tyle do przewidzenia, co słabo umotywowana. W gruncie rzeczy nie wiadomo, czemu to się dzieje? Chciwość? Ciekawość? Kaprys? Cała reszta to zabawa: kto pierwszy wpadnie na gada lub skąd tym razem wyskoczy morderczy pra-ptak?

Na szczęście twórcy mają w „Jurrasic Park III” dość wyraźny dystans do swojego dzieła. Świadczą o tym momentami zabawane dialogi, czy humor sytuacyjny. Tu szczególnie polecam motyw z dzwoniącą komórką najpierw w brzuchu potwora, a potem w jego odchodach. Świetne.

Wymowa końcowa filmu jest jednak enigmatyczna. Widzę dwie przyczyny. Pierwsza: że autorom coś się pomyliło, czy też wyszło coś z czym nie bardzo wiedzili co począć? Druga: wiedzili co robią i nie chcieli w tym zakończeniu powiedzieć niczego poza ty, iż można spodziewać się części czwartej. Osobiście stawiam na pierwszą hipotezę.

PS. Laura Dern przytyła. Szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *