Spike Lee – Autobus

Spike Lee to jeden z moich ulubionych reżyserów. Jestem przeświadczony, że to jedyne – i jedyne interesujące zjawisko, które można w pewnym sensie podciągnąć pod szyld „czarnej” kinematografii. Nie jest to twórca, który zaledwie opowiada o murzyńskiej społeczności w Stanach Zjednoczonych. On w niej żyje i ją współtowrzy. Zna ją od środka – jest świadom jej przewag i ułomności. Z właściwym sobie talentem obrazuje swoich murzyńskich współbraci. Ale nie jest to wyłącznie faktograficzny opis obyczajów i losów. Wręcz przeciwnie: to diagnoza. Często surowa. Ale zawsze uczciowa i rzetelna.

Poniżej prezentuję zapis mojej wymiany opinii i wrażeń na temat filmu Spike´a „Autobus” (w oryginale: „Get on the bus”. Swoje przemyślenia zaprezentowałem na usenetowej liście dyskusyjnej X-muza.

Los sprawił, że o „Autobusie” rozmawiałem z Michałem Olszewskim michal_o[at]bigfoot.com. Prezentowany zapis jest dokładnym przytoczeniem naszych wypowiedzi. Od siebie dodałem tylko polskie znaczki do listów M. Olszewskiego. Cała reszta – włącznie z charakterystyczną usenet´ową pisownią zostało wiernie zachowane.

Subject: Czarny Murzyn S.Lee w autobusie
From: Krzysztof Kudlacik

Newsgroups: pl.hum.x-muzaDla pamięci: dziś późnym wieczorem (a jakżeby inaczej!) TVP pokaże jeden z moich ulubionych filmów S.Lee „Autobus” (1996). „A” jest dowodem tego, jak bardzo Lee kocha swoich czarnych braci. Choć Spike użył tu metod „zbiorowego portretowania społeczności”, to jednak skrótowość tej perspektywy nic nie ujęła z wymowy tego dzieła. A jest to wymowa z jednej strony krytyczna, a z drugiej pełna zrozumienia – „my już tacy jesteśmy”. Lee nie sili się tu specjalnie na jakieś pocieszające morały, czy głębsze charakterystyki konkretnych osób. Kreśli bohaterów dość grubą linią, ale zdecydowanie i ze znawstwem. „Gorąco polecam” ;->

Subject: Re: Czarny Murzyn S.Lee w autobusie
From: Michal Olszewski
Newsgroups: pl.hum.x-muza

Dla pamięci: dziś późnym wieczorem (a jakżeby inaczej!) TVP pokaże jeden z moich ulubionych filmów S.Lee „Autobus” (1996). „A” jest dowodem tego, jak bardzo Lee kocha swoich czarnych braci.

Nie miałeś takiego wrażenia, że postacie w tym filmie to osoby, łagodnie mówiąc niesympatyczne (poza kilkoma nielicznymi wyjątkami, np. Xaviera – jeśli się nie mylę, tego młodego z kamerą)? Chciałbyś w takim gronie podróżować na jakiejś dłuższej trasie?

Subject: Re: Czarny Murzyn S.Lee w autobusie

From: public.mail@send.pl (Krzysztof Kudlacik)
Newsgroups: pl.hum.x-muza

Wednesday, June 13, 2001 zobaczyłem:

Nie miałeś takiego wrażenia, że postacie w tym filmie to osoby, łagodnie mówiąc niesympatyczne (poza kilkoma nielicznymi wyjątkami, np. Xaviera – jeśli się nie mylę, tego młodego z kamerą)? Chciałbyś w takim gronie podróżować na jakiejś dłuższej trasie?

pisząc o „miłości S.Lee do swoich czarnych współbraci” miałem na myśli jego ironię – Lee jest w mojej ocenie surowym krytykiem murzyńskiej społeczności w USA. Surowym, wnikliwym i cieszącym się znacznym autorytetem. Często nie mogę się oprzeć wrażeniu, że pełni on funkcję kaznodziejską – on często „naucza”. Robi to jednak szalenie inteligentnie i bez bufonady. Jego mistrzostwo jako filmowca, reżysera pozwala mu na swobodne zmienianie perspektywy – inaczej pokazuje przywary murzynów np. w Mo” better blues, inaczej w Malcolmie X, inaczej w Autobusie, a jeszcze inaczej choćby w Clockersach. Uważam, że w swoich poglądach jest bezbłędny – trafia w sedno. Czyli Lee „kocha inaczej swoich czarnych współbraci” ;->>> Zaś co do postaci z „A” – to ja w ogóle nie odbieram ich jako osób „niesympatycznych” (może poza aroganckim nastolatkiem przykutym kajdankami do ojca)

swoją drogą, co za ironiczny obraz więzi rodzinnych!

Pozostali wydają mi się dość przeciętni … no może jeszcze bufon „aktor” wypada dość niesympatycznie. Innymi słowy: jakoś nie posądzam tu Lee o „ustawianie” przeciwnika przez celowy „nie reprezentatywny” dobór próbki losowej ;P

Co do mojej ochoty podróży … ponieważ takie imprezy nie pozwalają mi przed faktem poznać grupy na jaką będę zdany w autobusie, więc jedyne, co mi pozostaje to – przystosować się. Tak się chyba też dzieje w filmowym autobusie.

Subject: Re: Czarny Murzyn S.Lee w autobusie
From: Michal Olszewski
Newsgroups: pl.hum.x-muza

Krzysztof Kudłacik wrote:

Zaś co do postaci z „A” – to ja w ogóle nie odbieram ich jako osób „niesympatycznych” (może poza aroganckim nastolatkiem przykutym kajdankami do ojca) swoją drogą, co za ironiczny obraz więzi rodzinnych!
Pozostali wydają mi się dość przeciętni … no może jeszcze bufon „aktor” wypada dość niesympatycznie. Innymi słowy: jakoś nie posądzam tu Lee o „ustawianie” przeciwnika przez celowy „nie reprezentatywny” dobór próbki losowej ;P

Co do reprezentatywności, to miałem raczej wrażenie, że pasażerowie są dobrani na zasadzie: wrzućmy na tą pizzę wszystko, co tylko znajdzie się w lodówce. Czyli maksymalnie różnie i pomysłowo. Ale nie o to mi chodzi.

Co do mojej ochoty podróży … ponieważ taki imprezy nie pozwalają mi przed faktem poznać grupy na jaką będę zdany w autobusie, więc jedyne, co mi pozostaje to – przystosować się. Tak się chyba też dzieje w filmowym autobusie.

Rzecz w tym, że całe towarzystwo zachowuje się _dziwnie_. Oni cały czas się między sobą kłócą i to w dodatku bez jakiegoś celu albo pointy. Oglądając te bezsensowne spory, stwierdziłem, że ja bym wysiadł na pierwszym postoju – niech się gotują we własnym sosie.

Nie wierzę, żeby takiemu sprawnemu opowiadaczowi jakim jest Lee to wyszło przez przypadek. A jesli ten zabieg był celowy, to co właściwie ma oznaczać? Że czarni między sobą za często się kłócą?

Subject: Re: Czarny Murzyn S.Lee w autobusie
From: public.mail@send.pl (Krzysztof Kudlacik)
Newsgroups: pl.hum.x-muza

Co do reprezentatywności, to miałem raczej wrażenie, że pasażerowie są dobrani na zasadzie: wrzućmy na tą pizzę wszystko, co tylko znajdzie się w lodówce. Czyli maksymalnie różnie i pomysłowo.

Rzecz w tym, że całe towarzystwo zachowuje się _dziwnie_. Oni cały czas się między sobą kłócą

No nieee … literalnie rzecz biorąc: nie. Jednak zgoda, że całość dramaturgiczna wspiera się na osi konfliktów: biali / czarni, młodzi / starzy, legaliści / cwaniaczki (przestępcy), religijni / ateiści itd. Tak zwyczajnie ten film skonstruowano – od ostrych przeciwstawień – które chyba mogą w odbiorze dominować do półcieni i niuansów zauważcie, że młody ortodoks – muzułamanin – najpierw staje pozornie po stronie homoseksualistów, a potem (jeden z wieczornych postojów) w toalecie dramatycznie stara się uniknąć spotkania z jednym z nich [wyśmienita scena]. Wszystko to punktowane ściszonymi rozmowami w których „wychodzi szydło z worka” oraz wspólnymi śpiewami.

tod James´a Brown´a do afrykańskich bębnów

i to w dodatku bez jakiegos celu albo pointy.

Poniekąd tak jest. Ale film na tym zyskał w moich oczach: nie ma w nim oczywistych morałów. Za to widać raczej cząstkowe prawdy i kompromisy. Chyba to właśnie jest substancją społeczności pokazanej w filmie.

Oglądając te bezsensowne spory, stwierdziłem, że ja bym wysiadł na pierwszym postoju – niech się gotują we własnym sosie.

Ale oni mieli do spełnienia *misję* – albo przynajmniej tak im się wydaje.

Nie wierzę, żeby takiemu sprawnemu opowiadaczowi jakim jest Lee to wyszło przez przypadek.

Racja.

A jeśli ten zabieg był celowy, to co właściwie ma oznaczać? Że czarni między sobą za często się kłócą?

Nie. To, iż nie ma prostego morału – poza pewnymi ogólnymi „poczuciami” to właśnie siła tego obrazu. A co do mojej oceny obecności (lub jej braku) celowego działania Lee, to sądzę, że zmierzał on pokazać, iż dla jego czarnych braci nie ma *jednego* uniwersalnego leku na zło i bolączki – nawet jeśli w jednym miejscu zbierze się milion czarnych facetów, to każdy z nich pozostanie sam na sam ze swoim kłopotem. A jeśli nawet doczeka pewnego wskazania kierunku, to już reszta będzie zależeć tylko od niego. Nawet wielki przywódca im nie pomoże.

Share on Facebook

Dodaj swoją opinię

Copyright © camera-obscura
autorskie recenzje filmowe | Krzysztof Kudłacik

Zbudowany w oparciu o Notes Blog Core
Powered by WordPress