8 mm do szatana. Szkic o gatunku?

„8MM” to film o zadziwieniu – prostym, lecz o przerażającej sile. Zdziwienie może przerażać – to odkrycie człowieka schyłku wieku. O tym jest ten film: millenijny, industrialny, prozaiczny i dający tylko malutką iskierkę nadziei.

Szkoda, że „8MM” przeszedł ledwo zauważony, pomimo bardzo korzystnej proporcji między małymi nakładami, a znakomitym efektem końcowym. To godne uwagi jeśli zauważy się, że reżyserem „8MM” jest Joel Schumacher znany wcześniej choćby z superprodukcji z Batmanem i „Czasu zabijania”. Film, który omawiam, wpisuje się w nurt millenijny. Kamienie milowe tego nurtu to „Millenium” i „7”. Być może nie jest to jeszcze jakiś gatunek, ale w mojej ocenie jest to dobrze wykrystalizowany nurt. Łączy w sobie elementy paru tradycyjnych gatunków – filmu sensacyjnego, horroru, kina obyczajowego i filmów motywowanych religijnie. Proporcje tych gatunków są jak wiadomo, rozmaicie ujęte. Ale niezależnie od dominującego charakteru gatunkowego, wyróżniającą cechą nurtu millenijnego jest nawiązanie do klimatu duchowego końca wieku. Z reguły jest to klimat pesymistyczny, dekadencki. Człowiek końca wieku stwierdza -dla siebie niespodziewanie – iż kultura i społeczeństwo cierpią wewnętrzne upośledzenie. Są ślepe na fundamentalną różnicę miedzy dobrem a złem. Ludzie zapomnieli, co to znaczy być przyzwoitym.

Pytanie o przyczyny tego stanu rzeczy znajduje rozmaite odpowiedzi we wspomnianych powyżej obrazach. Odpowiedź najbardziej złożona i wieloznaczna ukryta jest w „Millenium”. Skłaniam się jednak do przekonania, że oskarża się tu zanik poczucia sacrum. Człowiek nie wie już, co jest święte. To natomiast jest funkcją m.in. rozkładu powszechnej religijności i rozkwitu ruchów sekciarskich. „7” z kolei wskazuje na atrofię uczuć – szczególnie widoczną w przypadku rodziny. John Doe mówi „największym moim grzechem jest zazdrość”. Doe morduje żonę Davida Millsa, bo zazdrości mu azylu życia rodzinnego (nawet tego dość przeciętnego). Zazdrość – jakaż to prozaiczna przywara. I do jakich makabrycznych zbrodni może doprowadzić. Chociaż w „7” wątek sakralny – tytułowe siedem grzechów głównych -był raczej poboczny, to jednak wprost odwoływał się do powszechnej tradycji religijnej. Zauważmy jednak co innego. Zazdrość żywiona przez Doe jest prozaiczna. Jako taka nie wymaga dalszego tłumaczenia. Tym samym zbrodnie tego człowieka nie mogą być wyjaśnione – i usprawiedliwione – przez np. jakąś teorię psychoanalityczną odwołującą się do wczesnego dzieciństwa. John Doe nie był molestowany. Był banalnie przeciętny pod tym względem. Zwolennicy dominującego wpływu środowiska wychowawczego na osobowość tez tu nie znajdą poparcia swych tez. John Doe nie wywodził się z patologicznych środowisk marginesu społecznego. Był zwykłym przeciętnym i porządnym zjadaczem chleba – można rzec.

Wyłania się z tych konstatacji wizja banalności zła. Zło jest banalne i pospolite. Jeśli tak jest, to zło nie ma usprawiedliwienia. Skoro zło jest wokół nas ta po prostu, to nikt konkretny nie jest jego sprawcą, nikt konkretny nie jest winien. Ale co gorsza staje się powszechnie zasymilowanym składnikiem codzienności. To właśnie stanowi o wewnętrznym kryzysie kultury i społeczeństwa. Bo banalność zła dowodzi fałszu jego standardowych prób wyjaśnienia i usprawiedliwienia. Kultura końca wieku jest jałowa aksjologicznie. Lecz banalność zła niesie naukę, że w celu uchwycenia jego natury musimy się odwrócić od fałszywych proroków ponowoczesności i sięgnąć do korzeni.

Jak wyżej zaznaczyłem, korzenie aksjologiczne kultury mogą być pojmowane w zróżnicowany sposób. Czasami będzie to potrzeba sacrum – niekiedy zorientowana wyznaniowo (chrześcijańskie odwołania w „Millenium”). Innym razem będzie to poszukiwanie dobra w osamotnionej osobowości człowieka (William Somerset w „7”). Albo – jak w przypadku „8MM” – źródłem dobra ma być rodzina.

Cały ten wywód o nurcie kina millenijnego ma bezpośrednie zastosowanie do filmu Joela Schumachera „8MM”. Bowiem jest to film „millenijny” w powyżej objaśnionym sensie. Sądzę jednak, że mamy tu nowy przyczynek do omawianego nurtu. Otóż w filmie o którym mowa, dobrze uwyraźniona jest sytuacja zdziwienia i zaskoczenia jakiego doznają jego bohaterowie poznając aktualny – czyli kryzysowy – stan rzeczywistości duchowej. Zaskoczony jest Tom Welles – mieszkaniec spokojnej, mieszczańskiej dzielnicy. Co więcej, zaskoczony jest Welles – prywatny detektyw, który powinien przywyknąć do zbrodni, przestępstw, grzechów i grzeszków, którymi się na co dzień zajmuje. Zaskoczenie bierze się z tego, że Welles dostrzega nagle konsekwencje rzeczywistości w której dotąd żył i którą w całości akceptował. Pracował dla ludzi zamożnych i zajmujących eksponowane pozycje społeczne. Załatwiał ich brudne sprawy. Ale nagle dostrzegł, iż zamożność – naturalny składnik systemu społecznego – potencjalnie prowadzi do władzy, a ta jest sama w sobie kusząca. Welles zdumiony jest prawdziwością wyjaśnienia straszliwej zbrodni -Christian kazał zamordować Mary Ann Mathews, bo – zwyczajnie – mógł dokonać takiego zamówienia w wytwórni Dino Velveta (P.Stormare). Mógł, bo było go stać na to. Oczywiście nie chodzi to o to, że bogacze mordują, a biedni nie. Sedno rzeczy tkwi w konsumpcjonizmie (na marginesie zauważmy, dlaczego Mary Ann ucieka z domu rodzinnego – może niezbyt doskonałego, ale własnego – bo chce zostać gwiazdą Hollywood; a to ostatnie to część amerykańskiego snu, nie zastrzeżoengo tylko dla bogaczy; podobny wniosek nasuwa się gdy przywołamy sposób „załatwienia” zadośćuczynienia od wdowy Christian dla matki zamordowanej dziewczyny – Christian po prostu daje pieniądze) – a on nie jest przywarą klas wyższych. Ponieważ Christian był milionerem, w naturalny sposób każda sytuacja – z jego punktu widzenia była przeliczalna na pieniądze. Welles jest zdumiony, iż nawet rzeczy ostateczne (ludzkie życie i śmierć) mogą być sprzedawane jak towar. To jest w mojej ocenie główne źródło zdumienie Toma.

Jednocześnie jest to przyczynek do nurtu kina millenijnego. Jego nowość polega na wniesieniu perspektywy społecznej. „Millenium” było mistyczne. „7” to aspekt psychologiczno -kryminalny.

Zwróćmy uwagę na to, w czym widzą lekarstwo na kryzys te trzy obrazy. Otóż każdy z nich – choć z trochę innych perspektyw – wskazuje na jeden punkt: rodzinę. Frank Black walczy o utrzymanie emocjonalnej więzi z żoną i córką. Młody David Mills wykazuje instynkt moralny tylko dzięki zaciszu domowemu tworzonemu przez żonę. Natomiast Tom Welles zachowuje poczucie normalności tylko przez miłość do córki i żony Amy (gra ją C.Keener). W jego przypadku prawdziwym motorem zajęcia się sprawą Christiana jest ledwo uświadamiana myśl – lęk, iż jego jedyna córka też może się stać „towarem” – anonimową osobą, przedmiotem zabawy – transakcji. Tragiczny los bohaterki 8 milimetrowego filmu – Mary Ann Mathews – może spotkać każdego. Taka jest reguła współczesnej konsumpcyjnej rzeczywistości zachodniej kultury końca wieku.

„8MM” nie oferuje też nazbyt łatwego sposobu na przywrócenie ładu moralnego. Welles nie jest zdolny do ślepego odruchu zemsty na mordercach nastolatki. Wynaturzenie zbrodni, którą odkrywa, paraliżuje go (reakcje na sceny z tytułowego filmu oraz na późniejsze projekcje innych filmów w których odkrywa nieprawdziwe, upozorowane mordy). Dlatego telefonuje do Janet Mathews (sugestywna rola A.Morton) i prosi o zgodę na wymierzenie zemsty. Ale ta zgoda nie polega na polecniu -„zabij ich”. Tom chce usłyszeć, że Janet naprawdę kochała swoją córkę. To miłość zajmuje miejsce fundamentalnej więzi międzyludzkiej. Jednocześnie jest to źródło reguł moralnej sprawiedliwości. Jednak Joel Schumacher w swoim filmie idzie o krok dalej. Welles wymierza sprawiedliwość – już nie tylko w imieniu Janet, lecz i w swoim – on też kogoś kocha. Ale czy ten akt wzmacnia moralnie Toma? Trudno oprzeć się wrażeniu, że wręcz przeciwnie: Welles w części tylko przywraca ład moralny – płaci za to wysoka cenę. Jest nią świadomość zagrożenia, którego w ogólności usunąć się nie da. Przypadek Mary Ann zyskał zadośćuczynienie, ale zło jako takie nie zostało ani do końca zrównoważone, ani tym bardziej zniwelowane. Schumacher staje tu na granicy filmu sensacyjnego i przypowieści.

Tyle o głównej wizji „8MM”. Kilka słów o realizacji. Szalenie spodobała mi się konsekwentnie poprowadzona rola Nicholasa Cage”a jako Toma Wellesa. Ten jeden z ważniejszych aktorów Hollywood znakomicie i z dużym wyczuciem pokazał się w roli Wellesa narastającą świadomość zagrożenia i rodzący się gniew. Początkowo Tom jest zwykłym detektywem – przeciętnie inteligentny, fachowy, spokojny i opiekuńczy zarazem. Kiedy razem z Maxem California (godna zauważenia rola Joaquina Phoenix”a) penetruje podziemie porno biznesu, utrzymanie spokoju i wyrachowania staje się coraz trudniejsze. Przypomnieć wystarczy zanik porozumienia i inny klimat rozmów telefonicznych z pozostająca w domu żoną. Wtedy przychodzi do pierwszego przełomu w postawie Toma – przyjmuje role klienta wobec Dino Velvet”a. Drugi punkt zwrotny to scena z motorem całego zdarzenia – adwokatem Christianów, gdy ten wyjawia mu prawdziwą przyczynę śmierci Mary Ann. Welles eksploduje. Rozpoczyna się dramatyczny akt zemsty i ratowania własnej rodziny. W końcowych scenach „8MM” N.Cage pokazuje już nowe oblicze Toma Wellesa – jest wyraźnie odmieniony. To dowodzi nie tylko dobrego poprowadzenia przez reżysera, lecz przede wszystkim wybornych umiejętności aktorskich Cage”a.

Resumując. „8MM” w reżyserii Joela Schumachera warto polecić jako wyborny film dla kinomanów poszukujących bardziej ambitnego kina. Realizacyjnie bez poważniejszych wad. Aktorstwo najwyższej próby. Natomiast zawartość treściowa – jak starałem się wyżej wyjaśnić – daje dużo do przemyślenia. Sporo miejsca poświęciłem kwestii pewnego nurtu współczesnej kinematografii – nazywam go roboczo kinem millenijnym. „8MM” wydaje się być nowym przyczynkiem do definicji nurtu millenijnego. Czy ten nurt przetrwa następne 12 miesięcy? Nie wiem. Nie sądzę, aby częścią definicji kina millenijnego było proste ograniczenie do ostatnich trzech lat XX wieku. Ale to temat na zupełnie inną wypowiedź.

wrzesień 1999r.

Share on Facebook

Dodaj swoją opinię

Copyright © camera-obscura
autorskie recenzje filmowe | Krzysztof Kudłacik

Zbudowany w oparciu o Notes Blog Core
Powered by WordPress