Wszystko o… (kobietach, przyjaźni i śmiechu)

Rzadko zdarza mi się pójść do kina na film, o którym nic nie wiem. Przyjemność bycia zaskakiwaną psują mi na ogół przeczytane wcześniej streszczenia i recenzje, więc kiedy tylko uda mi się nie przeczytać ich przed zobaczeniem filmu, czuję się jak podróżnik wyruszający wyprawę w nieznane. Tak właśnie oglądałam „Wszystko o mojej matce”.

Nie wiedząc o czym jest film wybrałam się na niego skuszona jedynie nazwiskiem reżysera. Nie spodziewałam się niczego, ponieważ nie widziałam, c z e g o się spodziewać. Przyzwyczaiłam się już do tego, że Almodovar może wszystko: trzymać widza w napięciu jak kiedyś w „Matadorze”, bawić się z nim i zaskakiwać go jak w „Kice” lub prowadzić do głębokiej refleksji jak w przypadku „Kwiatu mego sekretu” i „Drżącego ciała.” Nie umiałam przewidzieć, co zrobi ze mną tym razem.

I dobrze. Gdybym umiała, nie byłabym w stanie poddać się nieodpartemu urokowi filmu. Fabuła opowiedziana jest w sposób zaskakujący; widzowi nie dane jest domyślać się, co się wydarzy. Losy bohaterów są skomplikowane i nieprawdopodobne, opowiedziane jednak w taki sposób, że wydają się być autentyczne. Manuela, szanowana pracownica szpitala, obracała się kiedyś w kręgach transwestytów i prostytutek, a jej własny mąż i ojciec jej syna zmienił płeć i stał się pół-kobietą, pół-mężczyzną. Młoda zakonnica Rosa będzie mieć dziecko z byłym mężem Manueli, zwanym obecnie Lolą, który prowadzał się też z trzecią z przyjaciółek prostytutką Agrado, ale okradł ją i porzucił. Dziwne losy tych trzech kobiet splecione dodatkowo z losami aktorek Humy i Niny nie są jednak aż tak dziwne jeżeli patrzymy na nie oczami Almodovara. Przekonuje on widza za pomocą doskonałego aktorstwa Cecilii Roth (Manuela), Marisy Paredes (Huma), Penelope Cruz (Rosa) i Antonii San Juan (Agrado), że najdziwniejsza nawet fikcja może być prawdopodobna. Co więcej, wzbudza on w widzu sympatię dla tego, co większość z nas określa na co dzień mianem zboczenia lub zwyrodnienia. Większą sympatię budzi w widzu transwestyta Agrado niż pozornie normalna, ale nie rozumiejąca córki matka Rosy (Rosa Maria Sarda). Świat prostytutek i transwestytów staje się dla widza jego własnym światem który po godzinie i czterdziestu minutach trudno jest opuścić. Jest on bowiem pełen ciepła i przyjaźni- uczuć, o które rzadko podejrzewa się ludzi z marginesu. Almodovar pokazuje jednak, że prędzej wśród nich znaleźć można zrozumienie, niż wśród tzw. normalnych ludzi. Siostra Rosa woli zamieszkać z Manuelą i jej powiedzieć o swojej ciąży, niż przebywać we własnym domu i zwierzać się matce.

Przyjaźń jest kluczowym motywem filmu, choć dotknięta zostaje także problematyka teatru, pisarstwa, aktorstwa i sztuki w ogóle. Żadna z tych rzeczy nie jest jednak możliwa bez przyjaźni, o czym przekonuje się Huma poznając Manuelę i Agrado.

Almodovar mówi o przyjaźni między kobietami, bo nie da się ukryć, że „Wszystko o mojej matce”, choć robione przez mężczyznę, jest filmem na wskroś kobiecym. Reażysera zawsze interesowały kobiety, co widoczne jest w jego filmach, szczególnie w „Kobietach na skraju załamania nerwowego” i „Kwiecie mego sekretu”. Kobiety łączą szczególne więzy, których żaden mężczyzna nie jest w stanie zerwać; co więcej, kobiety wiążą się ze sobą by stworzyć opozycję przeciwko mężczyznom. „Wszystko o mojej matce” to film o kobietach udręczonych przez mężczyzn, uciekających od nich i szukających wsparcia wśród przedstawicielek swojej własnej płci. Zostały przez mężczyzn bądź oszukane (Manuela), bądź wykorzystane (Rosa) lub też jedno i drugie (Agrado). Niektóre z nich nie szukają u mężczyzn nawet seksualnych przyjemności wchodząc w związki homoseksualne (Huma i Nina).

Takie ujęcie kobiecości można by uznać za typowe dla kina feministycznego, ale Almodovar ma odwagę posunąć się dalej w swoich wnioskach: nawet mężczyźni nie są szczęśliwi w swojej męskości, oni też chcą być kobietami. Stąd postać Loli- transwestyty, który spłodziwszy syna zostawia żonę i wyjeżdża, by oddawać się życiu w ciele kobiety. Lola jest kobieca (-y ?) nie tylko poprzez ciało, ale także emocjonalnie: ogromnie łatwo poddaje się wzruszeniom, które wyciskają łzy. Jedyne do czego nie jest zdolny mężczyzna w ciele kobiety to odpowiedzialność- Lola ma dwóch synów, o istnieniu których nawet nie wie.

I chociaż Manuela mówi w jednej ze scen: „My kobiety gotowe jesteśmy na wszystko byle nie być same” z filmu jasno wynika, że to nieprawda. Rzeczywiście gotowe są na wiele, z wyjątkiem jednego- przyzwolenia na bycie poniżanymi przez mężczyzn. Każda z bohaterek bowiem opuszcza tego, który ją skrzywdził szukając wsparcia u innych kobiet.

W filmie „Wszystko o mojej matce” znajdujemy nie tylko wzruszenie i refleksję, ale także odrobinę humoru, bez którego Almodovar nie byłby sobą. Manuela i Agrado, choć zagubione i skrzywdzone, nie zapominają o tym, że można a wręcz trzeba się śmiać. Przyjaźń i wzajemna pomoc dają im poczucie bezpieczeństwa, które wyzwala śmiech w najtrudniejszych chwilach. Pobita przez klienta Agrado tak cieszy się na widok odnalezionej przyjaciółki, że zapomina o bólu i poniżeniu. Spotkanie Agrado, Manueli i Rosy jest tak radosne, że uczestnicząca w nim Huma jest wręcz zgorszona. „Tyle radości w t a k i c h kobietach?” wydaje się pytać. Kobieca przyjaźń i śmiech są jak lekarstwo na obolałe dusze. Śmiech jest w tym filmie jednak tylko uzupełnieniem, tłem dla osobistych dramatów i tragedii. To nie ten sam śmiech, który w „Kice szydził i kreślił karykatury, ale bardziej refleksyjny, łagodzący ból i napięcia.

Almodovar w swoim filmie wspaniale pokazuje to, czego każdy człowiek szuka w życiu: przyjaźń, akceptację i zrozumienie. Dla uwypuklenia wagi tych zjawisk osadza je w świecie pozornie ich pozbawionych co sprawia, że odnalezienie ich tam działa na widza jak kubeł zimnej wody. Te uczucia istnieją, mówi reżyser, i to istnieją przede wszystkim tam, gdzie nikt „normalny by ich nie szukał. A może jednak powinien?

Share on Facebook

Jeden komentarz

  1. Freja napisał(a):

    Łał:

    „ale Almodovar ma odwagę posunąć się dalej w swoich wnioskach: nawet mężczyźni nie są szczęśliwi w swojej męskości, oni też chcą być kobietami”

    śliczny wniosek 🙂

Dodaj swoją opinię

Copyright © camera-obscura
autorskie recenzje filmowe | Krzysztof Kudłacik

Zbudowany w oparciu o Notes Blog Core
Powered by WordPress