Z punktu widzenia Małego Człowieka: W obliczu Wielkich Ludzi

Raz na jakiś czas, a czasem nawet częściej, Mały Człowiek (czyli na przykład ja) wybiera się do kina. Robi to zazwyczaj skuszony nazwiskiem jakiegoś Wielkiego Człowieka umieszczonym na plakatach i, na swoje nieszczęście, czegoś się spodziewa. Najczęściej czegoś dobrego, bo niby dlaczego miałby zatruwać sobie życie i marnować swój wolny czas oglądając coś, po czym niczego dobrego spodziewać się nie można? Bardzo często, jednak, potwornie się rozczarowuje.

Niedawno pewien Mały Człowiek (czyli ja ) postanowił pójść do kina na film Człowieka Absolutnie Wielkiego i przeżył jeden z większych koszmarów swojego życia. Spodziewając się widocznie zbyt wiele nie mógł się nadziwić, że Wielki Człowiek mógł zakpić z niego w sposób tak okrutny.

Film był, mówiąc oględnie, mierny. Dialogi oparte na ciągłym powtarzaniu przez bohaterów tych samych kwestii (czyżby zabieg ten miał podnieść dramatyczną wymowę dzieła?), aktorstwo na poziomie „Szybkiego jak błyskawica (swoją drogą, główna para aktorska powinna tym filmem zakończyć wspólną karierę), a to wszystko w oparach trupiej muzyki (nikt chyba nie marzy o posiadaniu ścieżki dźwiękowej z filmu). Tylko wątek sensacyjny powstrzymał Małego Człowieka (czyli mnie) od wyjścia z kina. No i jego, wyrzucone już, piętnaście złotych.

Mały Człowiek (czyli ja ) przez cały seans myślał: „Co, u licha, stało się z Wielkim Człowiekiem? W końcu doszedł do przerażającego wniosku, że Wielki Człowiek po prostu się skończył. Widocznie zrobił za dużo filmów a, jak powszechnie wiadomo, co za dużo, to niezdrowo.

Po projekcji Mały Człowiek (czyli ja) przypomniał sobie przypadek sprzed kilku lat kiedy, skuszony podobnie wielkim nazwiskiem, poszedł do kina na podobnie nieudany film. Jego reżyser też miał na koncie wiele filmów powszechnie uznawanych za bardzo dobre, jednak widocznie również zrobił ich zbyt wiele. Film był arcynudną bzdurą do kwadratu, w dodatku trącącą starczym niewyżyciem seksualnym. Mały Człowiek (czyli ja) był zdruzgotany i opuścił kino mamrocząc świństwa pod adresem reżysera.

Kiedy więc przeżył ten koszmar po raz drugi zrozumiał, że w pewnym wieku (jeden z Wielkich Ludzi miał siedemdziesiąt jeden, a drugi osiemdziesiąt lat) i po pewnej ilości zrobionych filmów (obaj zrobili ich przynajmniej kilkanaście) nie da się już robić kina świeżego i odkrywczego. Nie da się już widza zaskoczyć i ująć. Im później, tym trudniej jest stworzyć coś nowego. Mały Człowiek (czyli ja ) zrozumiał straszną prawdę: trzeba wiedzieć, kiedy przestać.

Niestety Wielcy Ludzie bardzo często tego nie rozumieją. Myślą, że na fali wcześniejszych sukcesów, przyciągną widza do kina. I tu się, niestety, nie mylą. Widz pędzi na „nowego Kubricka lub „najnowszego Antonioniego (chyba każdy czytelnik już zgadł, że o nich była mowa), a potem z rozpaczy tłucze głową o ścianę.

Doprawdy nie wiem, dlaczego Wielcy Ludzie nie myślą o tym, że Małym Ludziom (czyli na przykład mnie) jest bardzo przykro tak się rozczarowywać. Pewnie nie muszą o tym myśleć, ale nie ukrywam, że ładnie by było. Na przyszłość więc proszę:

WIELCY LUDZIE! ZANIM ZROBICIE KOLEJNY FILM, POMYŚLCIE O MAŁYM CZŁOWIEKU (czyli także o mnie). PO CO KTOŚ MA MAMROTAÆ ŚWIÑSTWA POD WASZYM ADRESEM?

Share on Facebook

Dodaj swoją opinię

Copyright © camera-obscura
autorskie recenzje filmowe | Krzysztof Kudłacik

Zbudowany w oparciu o Notes Blog Core
Powered by WordPress