Metafizyka z nożem w zębach

„Woyzeck” Wernera Herzoga to film osobliwy. Nie zaliczam go do największych dzieł tego reżysera. Jednak często spotyka się „Woyzecka” wśród wyliczeń sztandarowych filmów Herzoga. I jest tak nie tylko dlatego, iż „Woyzecka” (1979r.) nakręcono tuż po „Nosferatu”. Był to zatem schyłek mistyczno-wizyjnego okresu twórczości autora „Stroszka” i „Aguirre”. „Woyzeck” wyraźnie odróżnia się od tego nurtu w twórczości Herzoga, jednocześnie zawierając w sobie istotne wątki rozwijane w etapie mistyczno-wizyjnym.

woyzeck3

Przede wszystkim „Woyzeck” inaczej niż np. „Fitzcarraldo” operuje pejzażem. Zasadniczo jest to film pozbawiony szerszego spojrzenia na plenery. Całość akcji rozgrywa się bądź to na placu miejotoczonym kamienicami, bądź (w większości) w ciasnych pomieszczeniach lub podcieniach kaW innych filmach Herzoga pejzaż jest częścią przekazu samego filmu – niemal jednym z aktorów. Najciekawsze w tym miejscu jest to, że zarówno w „Aguirre” lub „Fitzcarraldo” (już nie wspominając „Szklanego serca”) oraz w „Woyzecku” reżyser równie skutecznie zdaje się przekazyć wizję transformacji psychiki bohaterów. I tak jak w przywołanych filmach obraz natury, przyrowspółgra w opisie psychiki bohaterów, tak w omawianym filmie – pozbawionym pejzażu – udaje się utrzymać moc i klarowność przekazu dramatu psychologicznego. I chociaż wskazuję tu odmienść „Woyzeck”a”, to jednocześnie jest to konstatacja ciągłości z wcześniejszymi filmami Herzoga.

Następna obserwacja także opiera się o metodę obrazowania przyjętą w filmie. Dzieła Herzoga z okresu mistyczno-wizyjnego są antyteatralne: kamera jest czuła na głębię perspektywy i pejzażu, chętnie przygląda się ruchowi i dynamice sceny. „Woyzeck” jest całkiem inny – wyraźnie teatralny. Statyka obrazu, brak poważniejszych zbliżeń jest niemal przytłaczająca. Film jest głównie zestawem obrazów. Można by poszczególne sceny przelać na płótno malarskie i wystawić w galerii. Treść tego dzieła nie zostałaby uszczuplona. Zapewne jest to w prostej linii dziedzictwo teatralnego rodowodu samej opowieści – czuli dramatu G. BĂźchnera. Obrazowanie w „Woyzeck”u” to charakterystyczna rysa tego filmu – oddzielająca go od nurtu mistycznego. Jednak łącznikim z tym nurtem twórczości Herzoga pozostaje mocno rysowana technika gry aktorskiej Klausa Kinskiego. W omawianym filmie jest ona jak najbardziej na miejscu. Kinski gra tu w pełni świadom teatralizacji całego filmu. Bawi się nieomal tym, iż kamera jest nieruchoma i on- jako główny aktor – może zaprezentować pełny zakres swoich możliwości. I to zostaje przez reżysera skutecznie skonsumowane.

„Woyzeck” jest filmem o szaleństwie, a dokładniej: o popadaniu w obłęd. Ten obłęd widać w oczach tytułowego bohatera (Klaus Kinsky), w jego twarzy, gestach i całej postaci. Bowiem Woyzeck popada w szaleństwo stopniowo. To cały proces. Właśnie ten główny wątek filmu Herzoga dowodzi jego ciąłości z mistycznym nurtem twórczości. „Aguirre”, „Stroszek”, „Fitzcarraldo” czy „Szklane serce” opowiadają – każdy z innego punktu widzenia – tę samą historię: historię obłędu. I chociaż „Woyzeck” jest pobocznym filmem – bez rozmachu tamtych obrazów, niskobudżetowym – to streszcza podstawowe idee twórczości Herzoga w latach 70tych. Przede wszystkim jest to hiszaleństwa. Jednak to nie wszystko. Herzog próbuje dociekać przyczyn obłędu swojego bohatera. W warstwie narracji reżyser sięga do motywów i aparatu pojęciowego światopoglądu dominuącego w Niemczech w II połowie XIX wieku. Wyznacznikami tego klimatu duchowego była myśl po-heglowska, nauka o woli A. Schopenchauera oraz pozytywistyczny empiryzm. Nie bez znaczenia jest również w ty kontekście filozofia woli mocy krzewiona przez Fryderyka Nietzschego.

Otóż można na „Woyzeck”a” spojrzeć prostodusznie – ukaże nam się historia szeregowca pruskiej armii stacjonującego w małym miasteczku. Woyzeck jest prostaczkiem, nieomal wsiowym głupkiem poddawanym przez wojskowego lekarza podejrzanej kuracji – Woyzeck ma jadać tylko fasolę. Tytułowy bohater kocha platonicznie miejscową ladacznicę – Marię (rola Evy Mattes). Utrzymuje ją i jej dziecko oddając cały swój skromny żołd. Staje się przedmiotem pogardy i poniżenia ze strony jednego ze swoich przełożonych – Andresa (Paul Burian). Prześladowca poniża Woyzecka publicznie w karczmie oraz chce posiąść kobietę, którą „opiekuje się” główny bohater. To staje się zarzewiem głównego konfliktu. Woyzeck musi stawić czoło zaborczemu osiłkowi w obronie swej ukochanej i jej synka.

Jednak nie jest to jakaś prosta i zrozumiała walka w obronie uciśnionej niewiasty – w istocie jest to próba nie dopuszczenia do grzechu, do zbrukania świętości. „Woyzeck” jest filmem o naturze świata i sił nim rządzących. To, co widać na ekranie jest okazją do ujawnienia istoty świata. Woyzeck przeczuwa nadciągającą katastrofę – porządek rzeczy zostanie zachwiany. Ogarniające go przeczucie widać w scenie nad jeziorem, kiedy wraz z innym żołnierzem usłyszał nadchodzące … no właśnie: co nadchodziło?

Andres postanowił uwieść marię, natomiast główny bohater miał uchronić aksjologiczny porządek rzeczy przed skalaniem. Nie szło o zemstę. Odkąd Woyzeck doznał prze zbliżającej się katastrofy, w pełni uprzytomnił sobie, iż są dwa porządki natury, które się przenikają. To właśnie tłumaczy dialogi między Frantzem i jego dowódcą – kapitanem (Wolfgang Reichmann) – podczas golenia, czy między nim a lekarzem garnizonowym. Dowódca traktuje uwagi Woyzeck”a jako głupie gadanie pozbawione podstaw. Lekarz widzi w tym świadectwo powodzenia swoich „empirycznych” i „doświadczalnych” metod (terapia dietą fasolową). Żaden z nich nie chce potraktować Woyzeck”a jako równego sobie. Dla lekarza jest on biologicznym mechanizmem – uczłowieczonym zwierzęciem (scena z kotem zrzucanym z okna). Dla dowódcy Frantz jest zwichrowanym psychicznie prostakiem. Każda kolejna scena pokazuje jak bohater filmu Herzoga pogrąża się w zamęcie umysłowym. Dręczą go wizje nadchodzących zdarzeń. Kinski stopniowo deformuje twarz. Jego gesty stają się coraz bardziej dziwaczne i nieprzewidywalne. Oczy zaczynają pokazywać ogarniające go szaleństwo. Jednak nie stracił do końca jasności myśli. Kiedy odwiedza swoją utrzymankę i wyrzuca jej zbliżenie z natrętnym żołnierzem, mówi „każdy człowiek jest jak studnia bez dna, jak w nią spojrzeć, to może się w głowie zawrócić”. Tak prosty żołnierz wyraża świadomość dwóch porządków – empirycznego, naturalnego oraz nadprzyrodzonego, moralnego. Kapitan, przełożony Woyzeck”a – przeintelektualizowany filozofią Hegla Prusak nie jest w stanie zracjonalizować opozycji i charakteru tych warstw rzeczywistości. Gubi się w swoich dialektycznych rozumowaniach. Lekarz – poniekąd z przeciwnego kierunku – zatrzymuje się na obserwowalnej, zmysłowej otoczce bieżących wydarzeń: nie sięga dość głęboko, aby zrozumieć. Tymczasem Frantz sterowany jest z jednej strony przez dyskursywną niewyrażalność porządku moralnego, a z drugiej przez przemożny odruch woli (woli mocy – chciałoby się powiedzieć), która chce ocalić zagrożone wartości. Usiłuje zmierzyć się ze swoim kamratem, który jednak jest zbyt silny i wyrzuca Woyzeck”a z karczmy. Nasz bohater już wie, że skoro nie może zatrzymać natrętnego żołdaka, musi wyeliminować jego „ofiarę” – swoją konkubinę. Jedną z dwóch osób, które ukochał (Woyzeck poświęcał się przecież dla synka tej kobiety). Teraz już wie, iż musi zabić Marię. Zakłówa ją nożem w ustronnym miejscu. Powstrzymał nadchodzącą katastrofę. Jednak jego czyn był nieoaml klasycznym wyborem – poświęcił jedną wartość (życie Marii) w zamian za drugą (niedopuszczenie do gwałtu na niej). Ale mimo to naruszył aksjologiczną strukturę świata. Uczynił to świadomie, ale jego umysł i wola nie były w stanie unieść tego brzemienia. Woyzeck popada w szaleństwo.

Herzog nakręcił moralitet z ambicjami niemal filozoficznymi. Pokazał jednostkę uwikłaną w złożoną sytuację osobistą i moralną. „Woyzeck” pełen jest niejasności i niuansów. Nie sposób tego filmu zinterpretować do końca jednoznacznie. Ja zwróciłem uwagę na główne jego rysy. To dopiero początek dalszej egzegezy. Być może potencjalny interpretator filmu Wernera Herzoga stanie przed trudniejszym zadaniem: intersubiektywnym ujęciem Tajemnicy. Bowiem wokół Tajemnicy oscyluje tu Herzog. Zadanie to może się okazać niewykonalne. Przecież o czym nie można mówić, o tym nie sposób sensownie myśleć.

listopad 2000r.

Share on Facebook

Dodaj swoją opinię

Copyright © camera-obscura
autorskie recenzje filmowe | Krzysztof Kudłacik

Zbudowany w oparciu o Notes Blog Core
Powered by WordPress