Pakt. Serial HBO.

pakt-screen

Serial HBO „Pakt” uważam za nadspodziewanie udane niskobudżetowe dzieło. To zwyczajnie kawałek dobrego kina. Owszem, być może główny aktor – Marcin Dorociński – w tej roli nie jest najsilniejszą stroną „Paktu”, ale w kontekście całości ta wada nie psuje odbioru.

Zacznę od estetyki. „Pakt” jest estetycznie przemyślany od początku do końca. Spójna warstwa koloru, oświetlenia, montowania i kadrowania. Tworzona w ten sposób spójnia człowiek-miasto staje się namacalna i przytłaczająca. Lekcja odebrana od twórców „Detective” (drugi sezon, 2014) , czy „The Killing”  – gdyby sięgnąć głębiej „Millenium”  daje owoce. Sama czołówka stanowi esencję tego punktu: mroczna, spowolniona, oniryczna, miasto-moloch, zamglone, zagubione postacie ludzkie. Całość filmowana w stylistyce bliskiej kanonom Dogmy – wyłącznie lub głównie ze światłem zastanym. Bywa to irytujące, bo czasami obraz traci czytelność, jednak mieści się w przyjętej estetyce.

Druga rzecz to sama intryga. Dobrze skonstruowana, ukrywająca kluczowy wątek do końca. Nie do odgadnięcia. Do tego podnosząca poziom zagmatwania z odcinka na odcinek. Kapitalnie zorganizowane tzw. luźne końce, czyli wątki obecne w filmie, mające wpływ na całość, ale nie znajdujące rozwiązania w kulminacji (związek? głównego bohatera z żoną brata; religijne zakręcenie pułkownika Tadeusz Grodecki; przyczyny relacji ojciec-synowie; podszyty homoseksualnymi podtekstami związek szefową CBŚ a jej podwładną; itd.). Być może drugi sezon „Paktu” da jakieś rozwiązania?

Trzeci silny punkt to oryginalny scenariusz. Podaje on intrygę, ale wprawne oko widzi materiał wejściowy, jakim posiłkowało się trio Przemysław Nowakowski, Joanna Pawluśkiewicz, Andrzej Gołda: afera podsłuchowa, która przyczyniła się do upadku rządu PO, wpływy oraz inspiracje między światem mediów a biznesem, rozgrywanie gierek przez służby specjalne – podsłuchy, przecieki, zlecenia dla dziennikarzy. To polska specyfika (scena, gdy służby w redakcji „Kuriera” chcą skonfiskować materiały dziennikarskie – wprost przejęta z faktycznych wydarzeń w tygodniku „Wprost”), jednak została podana w taki formie, iż widz każdy widz – także poza granicami – bez problemu przyjmie tę konwencję thrillera politycznego. To bardzo mocna strona serialu.

Wreszcie należy wspomnieć kunszt aktorów. Cielecka, czy W.Dębicki to gwarancje najwyższego kunsztu. Do tego perełki mini-ról A.Dąbrowskiej (Monika Szewczyk, dziennikarka „Kuriera”), czy J.Chabiora (mężczyzna oferujący pracę ministrowi Dariuszowi Skalskiemu). Ja osobiście podkreślę rewelacyjne role i aktorstwo Marty Nieradkowicz (Weronika  Zawadzka, informatyczka CBŚ) oraz Edwarda Linde-Lubaszenko (pułkownik Grodecki). Nieradkiewicz wybornie pokazała swoją manię prześladowczą i paranoję. Ale nie w formie nie uzasadnionej, zwykłej choroby, ale destrukcyjnej siły wyrosłej u osoby, która zwyczajnie za dużo wie i za dużo widzi, bo taka jest jej praca. Szkoda jednocześnie, iż scenarzyści poszli tutaj na łatwiznę i usiłowali z roli Zawadzkiej zrobić drugą hakerkę w naiwnym stylu Liz Salander Wreszcie należy wspomnieć kunszt aktorów. Cielecka, czy W.Dębicki to gwarancje najwyższego kunsztu. Do tego perełki mini-ról A.Dąbrowskiej (Monika Szewczyk, dziennikarka „Kuriera”), czy J.Chabiora (mężczyzna oferujący pracę ministrowi Dariuszowi Skalskiemu). Ja osobiście podkreślę rewelacyjne role i aktorstwo Marty Nieradkowicz (Weronika  Zawadzka, informatyczka CBŚ) oraz Edwarda Linde-Lubaszenko (pułkownik Grodecki). Nieradkiewicz wybornie pokazała swoją manię prześladowczą i paranoję. Ale nie w formie nie uzasadnionej, zwykłej choroby, ale destrukcyjnej siły wyrosłej u osoby, która zwyczajnie za dużo wie i za dużo widzi, bo taka jest jej praca. Szkoda jednocześnie, iż scenarzyści poszli tutaj na łatwiznę i usiłowali z roli Zawadzkiej zrobić drugą hakerkę w naiwnym stylu Liz Salander.
Linde-Lubaszenko – wspaniała rola, grana bez pośpiechu, z wyrachowaniem, przenosząca ból i dramat. Wielu sądziło, iż ten zasłużony aktor najlepsze ma już za sobą. „Pakt” pokazuje, iż nic bardziej mylnego.

Szkoda, że główny bohater grany przez Marcina Dorocińskiego odstaje od tej palety. W mojej opinii nie pokazał swojego kunsztu. Jego postać jest płaska i zbyt zamknięta, wycofana. Trudno rozpoznać tam większą emocję, większą siłę, większą miłość do kogoś lub do czegoś.

Reasumując. Kawałek dobrego kina zrobionego w Polsce za nieduże pieniądze. Być może nie jest to siła postaci, jaką znamy z „Gliny” granego przez genialnego J.Radziwiłowicza, czy akcja i bolesny realizm z „Pitbula” Patryka Vegi, ale „Pakt” jest na tyle oryginalny, że czerpiąc z różnych źródeł daje na końcu oryginalne i smaczne owoce.

Share on Facebook

Dodaj swoją opinię

Copyright © camera-obscura
autorskie recenzje filmowe | Krzysztof Kudłacik

Zbudowany w oparciu o Notes Blog Core
Powered by WordPress