Mlaskanie i kopulacja, czyli Boża podszewka

Poniżej zamierzam przedstawić swój pogląd na wyświetlany przez TVP niedzielnymi wieczorami serial „Boża podszewka”. W moim przekonaniu jego podstawową ideą jest pewna wizja człowieka i jego rzeczywistości – człowiek wyczerpuje się w doraźnym działaniu, a tym działaniem istotnym jest jedzenie i/lub kopulacja; zaś rzeczywistość ludzka (poza tym, co wyżej) polega głównie na „byciu teraz” (cokolwiek to znaczy). Ale nie jest to produkt (unikam słowa „dzieło”) stracony, wręcz przeciwnie. Oto spostrzeżenia, które skłoniły mnie do takiego widzenia tego serialu.

Ponieważ Drogi Czytelniku zechciałeś spojrzeć na moją recenzję, więc – może trochę naiwnie – zakładam, że choć po części orientujesz się w treści „Bożej podszewki”. Dlatego nie będę jej w detalach odtwarzał. Do filmu zaangażowano obsadę gwarantującą przyzwoity poziom aktorski. Tu nie będę się czepiał. Do rzeczy zatem. Mój zdecydowany sprzeciw budzi obraz człowieka wyłaniający się z narracji (treści) i sposobu obrazowania wydarzeń. Postacie tego serialu dokonują rozmaitych wyborów. Ale – w moim przeświadczeniu – ich motorem lub mniej czy bardziej wyraźnie uświadomionym celem jest żądza albo inne nakazy płciowości. Jest tak nawet wtedy gdy pozornie dzieje się co innego – Andrzej (głowa rodziny) nawet gdy kupuje maszyny gospodarskie, czy przygotowuje zasiewy, to i tak zaprzątnięty jest kolejnymi obiektami porządania Matka nawet gdy krząta się po obejściu, to i tak myśli w czyim łóżku znajdzie swego męża o którym wprost powiada: „knur”. Jest to nie tylko obelga – to także stwierdzenie faktu. Maryśka (pierwszoplanowa postać – tytułowa „boża podszewka”) wybierając męża kieruje się nade wszystko żądzą. Wybierając swego męża – Kazimierza, sędziego – wybiera go nie z miłości, ale jako odpowiedniego dawcę nasienia. Uczucia w sensie duchowym tu nie ma, jest wyłącznie cielesny motyw. I potem cielesne, behawioralne przywyknięcie do niego w życiu małżeńskim. Pominę już osobę żony Bronisia – ta mówi tylko o „dzieciukach” i tylko tak postrzega mężczyzn. To samo wypada powiedzieć o ciotce Maryśki. W jej przypadku mamy do czynienia z dewiacją. Powtórzę: główny motyw ludzkich zachowań w „Bożej podszewce” to motyw seksualny.

Jest do łatwe do zauważenia także w sposobie obrazowania scen i zachowań. Używa się tu często bliskiego planu i dużych zbliżeń. Tak, aby uzyskać efekt wręcz sensualnej namacalności i dosłowności. To pewien materializm (!!!nie uważam tego za wadę) sensualistyczny. Gdy ludzie jedzą to widz musi usłyszeć mlaskanie, bekanie i pierdzenie oraz zobaczyć ślinę ściekającą z kącików ich ust. To efekt zamierzony. Pasuje on idealnie do mojego wniosku.

Zwróćmy uwagę, że nikt z głównych bohaterów nie jest „społecznikiem”, „politykiem”, „patriotą”. Nigdy nie kierują się rozsądkiem, intelektualną kalkulacją. Ich motywy są najczęściej porywcze i popędliwe. ¦wiat bohaterów serialu jest okrojony – nie ma w nim społeczeństwa i historii. Są gromady ludzkie – najczęściej ciasny krąg rodzinny. Ale społeczeństwa nie ma, dlatego wspomniane role społeczne ni występują. Nie ma historii, dziejów – jest tok zdarzeń: jakaś wojna czy coś. A i to widziane przez perspektywę prywatnych przypadków (gwałt od najeźdźcy, kontrola, najście grabieżców na dom itd.). Tu nikt nie chodzi do szkoły, nikt modnie się nie ubiera. To świat silnie zatomizowany. Być może w tym fakcie jest źródło potrząsania szabelką wobec serialu ze strony organizacji kresowych. Jak sądzę, taki obraz relacji międzyludzkich (tj. pozbawiony zapośredniczenia społecznego) jest zamierzony przez twórców. W porządku. Kresowiacy są w błędzie – akcja filmu mogłaby się toczyć gdziekolwiek. Juryszki to przypadek. Pomimo to ja uważam brak zapośredniczenia społecznego bohaterów za wadę. Można to było zrobić – nawet bez bogoojczyźnianych wątków. Ale może różni mnie od autorów „Bożej podszewki” aksjologia i ufundowanie osobowości człowieczej. Dla mnie świat społeczny pełni kluczową rolę.

To też wyjaśnia, co rozumiem przez „bycie teraz” bohaterów filmu. Ci ludzie nikomu nic nie zawdzięczają. Oczywiście poza pokarmem i możliwością orgazmu.

Podoba mi się pewna staranność i szczegółowość odtwarzania realiów życia domowego i rodzinnego w tym filmie. Praca montażysty i operatora jest zaskakująca – używa się często technik znanych z wideoklipów czy reklamówek. To w filmie dla popularnego odbiorcy jest zaskakujące. Ale w tym przypadku celowe, bo składa się na swoistą atmosferę.

Natomiast za zupełny skandal uważam porę emisji „Bożej podszewki”. Przecież nie ma odcinka w którym nie byłoby jakichś obscenicznych obrazów lub sugestii!!! A mamy przecież stosowną ustawę, która każe takie treści puszczać późna nocą. A tu jest pora największej oglądalności. Skandal.

Generalnie: moim zdaniem film przekazuje fundamentalnie zubożony obraz ludzkiej egzystencji. Ale jest porządnie zrobiony. „Porządnie” w sensie rzemiosła filmowego.To pewien plus, który należy uczciwie odnotować.

luty 1998 r.

Share on Facebook

komentarzy: 5

  1. ona_29 pisze:

    A poczytał Pan sobie książkę? To zachęcam, bo film jest jej wiernym odzwierciedleniem. Dziwi mnie, ze ktoś się wypowiada o filmie nie czytając książki, której film jest adaptacją. Kilka razy spotykałam się z recenzjami tego typu i stwierdzeniem, że reżyser przekazał to i tamto i z jakimis dziwnymi zarzutami, a przecież reżyser przekazuje to, co jest zawarte w książce oczywiście trochę zmienia ten obraz, ale raczej nie za dużo.

  2. admin pisze:

    Książka nie ma tu nic do rzeczy. Gdyby obejrzenie filmu wymagało wcześniejszej znajomości książki, to byłby prawdziwy absurd.
    Po drugie – powyższa recenzja swojego czasu trafiła na oficjalną stronę filmu/serialu, więc jakąś wartość krytyczną ma bez względu na stopień wierności filmu względem pierwowzoru książkowego.

  3. genus pisze:

    Faktycznie, być może niektórzy widzowie,tak jak autor powyższej recenzji,zredukują w zadziwiający sposób swoje wrażenia do treści tylko seksualnych,w ich mniemaniu obscenicznych i obrazoburczych. A szkoda. „Boża podszewka” to bowiem o wiele więcej niż mlaskanie i kopulacja, to wnikliwy i autentyczny obraz społeczności żyjącej w trudnych czasach schyłku i przemian, ofiar biegu historii i własnych słabości. Owszem, w ich życiu stale obecny jest ów element, jedni powiedzą – naturalny, inni – obsceniczny. Tak to już jednak jest: w życiu każdego człowieka jest miejsce i na mlaskanie, i na kopulację, czy się to komu podoba, czy nie. A pominięcie tego „zwierzęcego” elementu w powieści czy jej ekranizacji, w imię krzywo pojętej politycznej poprawności, pozbawiłoby bohaterów integralnego, niezwykle ważnego aspektu ich życia. Szkoda zatem, że niektóry widzowie, negując seksualność jako treść obscniczną, nie dostrzegają, jak pozbawiony złudzeń, ale przez to sprawiedliwy i autentyczny w swej wartości obraz człowieka przedstawiła zarówno autorka powieści(której tym bardziej należy się pochwała za bezstronność,gdyż opisywała własną matkę), jak i reżyser filmu. A co do pory emisji serialu w tvp – dziwię się, że seksualność w wydaniu „Bożej podszewki” oburza, podczas gdy w podobnej porze telewizja emituje pełne prymitywnego brutalizmu i zdeprawowania firmy kryminalne?

  4. Anna pisze:

    Mam wrażenie, że to „mlaskanie i kopulacja” jest właśnie życiem samym! Napisał Pan o „obscenicznych” scenach puszczanych w godzinach największej oglądalności jak o jakiejś hańbie, z wielkim obrzydzeniem. Czyli cały film można podsumować tylko jednym: kopulacja? Nawet nie erotyzm, bo brzmi to bardziej wysublimowanie?
    Pierwszy raz obejrzałam Bożą podszewkę jako dwunastoletnia dziewczynka (nie pamiętam bym poczuła się wtedy zgorszona, przeciwnie – serial wydał mi się bardzo realistyczny, dosłowny, ale właśnie dlatego prawdziwy, piękny – mieszkałam jeszcze wtedy na wsi, może dlatego odnajdywałam w tym filmie jakieś znajome postaci), drugi raz całkiem niedawno. To, co Pan tak pogardliwie określa to jest właśnie esencja według mnie życia i ja w tym widzę poezję, właśnie w tej dosłowności, w tym brudzie: bo nie ma tu żadnych zamalowywań, upiększeń, nie ma wzniosłych, patetycznych, patriotycznych przemów ani czynów, których ktoś by się spodziewał z powodu wojny, ale jest za to coś innego: dokument o życiu prostych ludzi, którzy byli patriotyczni w dużo bardziej bezpośredni sposób. Oni kochali ziemię, ojczyznę, tak po prostu.
    I proszę nie zapominać, że tak naprawdę wszystko to jest widzeniem świata Maryśki, to na podstawie jej wspomnień powstała książka a potem film. Może to zatem ona była jakąś szaloną erotomanką?:)
    Wyczytałam z tego całego artykułu jakąś wielką pogardę do człowieka, jakieś wielkie niezrozumienie i wyższość. Jest taka scena w filmie: Maryśka podgląda podstarzałych już rodziców i dziwi się, że oni jeszcze „tak żyją”, matka na jej pytanie czy kocha ojca odpowiada, że to coś więcej niż miłość, to już „sama wyrozumiałość”. Tego i Panu życzę, bo nasi bliźni tacy już są jak ci w tym filmie, to nie jest przerysowane, sztuką jest kochać ich za to, nie obrzydzać się, nie gorszyć..!

  5. janusz pisze:

    Człowiek który napisał tę opinię używa słów z górnej półki: zapośredniczenia społecznego, sensualnej namacalności i dosłowności, sensualistyczny itp. Powinien używać polskich słów nie jakichś zapożyczonych. jeśli w tym stylu się wypowiada na co dzień to trudno by mi było z nim podyskutować. Oczywiście, że motorem ludzkich zachowań jest zachowanie życia przez przede wszystkim jedzenie i seksualność. Zdrowego człowieka o normalnym poziomie hormonów.

Dodaj swoją opinię

Copyright © camera-obscura
autorskie recenzje filmowe | Krzysztof Kudłacik

Zbudowany w oparciu o Notes Blog Core
Powered by WordPress