Misja Aganistan to porażka

Misja Afganistan to porażka. Tyle mogę powiedzieć po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków. To jest porażka pod każdym względem.

Kiedy jakiś czas temu dotarły do mnie zapowiedzi, iż Canal+ przygotowuje Misję Afganistan, poniekąd ucieszyłem się. Pomyślałem, że pora najwyższa spróbować budować pozytywną mitologię dla czystego zbójectwa, jakie muszą uprawiać polscy żołnierze w zapadłych dziurach świata, biegając za cudzymi wrogami. Dotychczas stosunek naszego społeczeństwa do zagranicznych misji bojowych polskiego wojska był/jest dość chłodny – nie ma ani zbytniego entuzjazmu, ani krytyki. Z Misją Afganistan wiązałem nadzieję, iż właśnie zacznie się to zmieniać. Kierunek tej zmiany w zasadzie mógł być dowolny od apoteozy, do krytycznego odrzucenia. Mniej więcej tak, jak to w popularnej kulturze hollywoodzkiej dzieje się od lat – w USA zmienia się tylko kontekst (wojny w zatoce w latach 90tych, inwazja na Irak, wojna w Afganistanie). Byłem zwyczajnie ciekaw w jakim kierunku to pójdzie w naszym przypadku?

fot. http://www.misjaafganistan.pl/

Tym bardziej, że nasz filmowy dorobek „wojenny” jest w okresie III Rzeczpospolitej bardziej niż skromny: Psy (1992), Psy 2 (1994), Demony wojny wg Goi (1998) , Operacja Samum (1999). Jeśli spojrzeć na tę krótką listę, to Operację Samum można pominąć ze względu na niski poziom – to było dzieło mniej niż nieudane. Najwybitniejszy polski film wojenny to bez wątpienia Demony wojny – mimo organicznego problemu z budżetem, udało się wyprodukować świetny film wojenny, z kapitalnymi postaciami, wartką i pełną zwrotów akcją, w pełni adoptującą chwyty znane z klasowych produkcji światowych. Demony na dodatek były swojskie – bardzo smacznie oddawały nasze polskie realia armijne.
Poziom ustanowiony przez Demony był na tyle wysoki, że twórcy Misji Afganistan musieli się mocno postarać. Na chwilę obecną jednak twierdzę, że im się to nie udało.
W Misji Afganistan mamy słabe postacie. Sztywne i schematyczne – przewidywalne do bólu. Ich interakcje są przewidywalne i nie interesujące. Od razu wiadomo, kto z kim i przeciwko komu. Nie ma tu żadnego elementu zaskoczenia lub tajemnicy. Motywacje postaci są płytkie lub nieznane. Zapewne główny oponent pierwszoplanowej postaci – por.Pawła Konaszewicza „Konasza” – czyli Rafał Żądło  (grany przez Tomasza Schuchardta) występuje przeciw Konaszowi wyłącznie dlatego, bo lubił poprzedniego dowódcę. Taką postać mógł wymyślić uczeń gimnazjum. Nie trzeba specjalnej przenikliwości, żeby domyślać się, że w miarę rozwoju sytuacji początkowa niechęć przejdzie co najmniej w sympatię…
Słabym postaciom niestety nie dodają siły lub charakteru aktorzy. Paweł Małaszyński jako postać wiodąca w mojej ocenie się nie sprawdza. Jego gra nie przekonuje – jako widz nie spodziewam się po nim twardziela, czuję jego miękkość, nie dodaje on ani krzty dramatyzmu (np. kluczowa scena w 2 odcinku, gdy podejmuje decyzję o pościgu za pickupem terrorystów, zamiast wydać rozkaz jego natychmiastowego ostrzelania). Małaszyński ponadto nie odrobił zadowalajaco swojej lekcji – nie nosi śladu siłowni, ani treningu body building. W scenach w łazience w porównaniu ze swoimi kolegami-żołnierzami wypada mizernie.
Nie będę się znęcał nad plenerami, bo jakby z góry przyjąłem, że nie mamy dość funduszy, żeby kręcić film na prawdziwej pustyni azjatyckiej. Niestety realizacyjne zabiegi ukrywania tego faktu są tak nieudolne, że oglądam je z zażenowaniem. W zasadzie mamy wyłącznie bliskie plany, eksponujące detale, unikające szerokiego spojrzenia – nie można przecież zaliczyć wpadki z pokazaniem gdzieś na horyzoncie pustynnej sceny np. bloków mieszkalnych.
Tu dochodzimy być może do największej słabości Misji Afganistan. Mam na myśli realizację. Produkcja Canal+ jest zwyczajnie słaba. Całość robi wrażenie silenia się na nowoczesność bez idei przewodniej. Szybki, często chaotyczny montaż, skupienie się na detalu kosztem szerszego planu, montowanie materiału rzekomo z telefonu komórkowego itd. itp. Jeśli postprodykcyjnie nakłada się na najprostsze kadry sztuczną winietę, to trzeba to robić konsekwentnie w każdej scenie, a nie losowo. Jeszcze inny przykład. Scena, w której Konasz popisowo (?) rozkłada i składa karabin przed swoimi nowymi podwładnymi. Po pierwsze: popis sprawności to to nie był ze strony aktora. Po drugie, montaż sceny zamiast ukrywać niedomagania aktora, wyraźnie je eksponował. Zatem albo należało inaczej nakręcić tę scenę, albo wykonać ją przy pomocy zawodowego dublera, który złożyłby broń jak jakiś Terminator…
Podsumowując tą krótką recenzję. Misję Afganistan odradzam. Jeśli szukacie państwo dobrej, przemyślanej i bardzo dobrze wykonanej polskiej podukcji serialowej na weekendowy wieczór, to rekomenduję „Paradok$ m.in. z etatowym twardzielem polskiego kina – Bogusiem Lindą.

Share on Facebook

Jeden komentarz

  1. […]    Andrychów, cyfryzacja telewizji » recenzuję “Misję Afganistan” Twierdzę, że ten serial to porażka: http://camera.art.pl/?p=184 […]

Dodaj swoją opinię

Copyright © camera-obscura
autorskie recenzje filmowe | Krzysztof Kudłacik

Zbudowany w oparciu o Notes Blog Core
Powered by WordPress