<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>camera-obscura</title>
	<atom:link href="http://camera.art.pl/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://camera.art.pl</link>
	<description>autorskie recenzje filmowe</description>
	<lastBuildDate>Tue, 22 Dec 2009 08:53:59 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>polski wątek złego porucznika</title>
		<link>http://camera.art.pl/?p=92</link>
		<comments>http://camera.art.pl/?p=92#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Dec 2009 08:53:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[klapsy]]></category>
		<category><![CDATA[Ferrara]]></category>
		<category><![CDATA[Herzog]]></category>
		<category><![CDATA[Keitel]]></category>
		<category><![CDATA[skandal]]></category>
		<category><![CDATA[Zły porucznik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://camera.art.pl/?p=92</guid>
		<description><![CDATA[Ponieważ ostatnio poznałem film Wernera Herzoga Zły porucznik (The Bad Lieutenant: Port of Call &#8211; New Orleans, 2009). Ponieważ jest to remake oryginalnego, skandalizującego obrazu Abla Ferrary z 1992, nie miałem innego wyjścia, jak odświeżyć sobie Złego porucznika z Harveyem Kaitelem w roli głównej. Zrobiłem to wczoraj.Oto jaką ciekawostkę dostrzegłem. Scena w której porucznik odwiedza [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ponieważ ostatnio poznałem film <a title="profil Herzoga" href="http://www.imdb.com/name/nm0001348/">Wernera Herzoga</a> <em>Zły porucznik</em> (<a title="podsumowanie filmu" href="http://www.imdb.com/title/tt1095217/"><em>The Bad Lieutenant: Port of Call &#8211; New Orleans</em></a>, 2009). Ponieważ jest to remake oryginalnego, skandalizującego obrazu <a title="bad lieutenant 1992" href="http://www.imdb.com/title/tt0103759/">Abla Ferrary z 1992</a>, nie miałem innego wyjścia, jak odświeżyć sobie <em>Złego porucznika</em> z <strong>Harveyem Kaitelem</strong> w roli głównej. Zrobiłem to wczoraj.<span id="more-92"></span>Oto jaką ciekawostkę dostrzegłem. Scena w której porucznik odwiedza kościół w którym dokonano brutalnego gwałtu na zakonnicy. Główny bohater spędza noc w kościele, rankiem się budzi na ławce, wstaje i zmierza do wyjścia. A cóż widać nad głową porucznika? Polski trop.</p>
<p>Oto on:</p>
<p><a href="http://camera.art.pl/wp-content/uploads/2009/12/es.jpg"><img class="alignnone size-thumbnail wp-image-93" title="es" src="http://camera.art.pl/wp-content/uploads/2009/12/es-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a></p>
<p>Nie wiem, skąd autorzy <em>Złego porucznika (1992)</em> znaleźli się niespodziewanie w polskim kościele? Być może to jakaś świątynia Polonii amerykańskiej, a być może rzeczywiście w poszukiwaniu oryginalnych lokalizacji sceny w kościele kręcono w naszym kraju? Pierwsze wyjście wydaje mi się bardziej prawdopodobne, ale pewności nie mam.</p>
<p>Ot, taka ciekawostka.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://camera.art.pl/?feed=rss2&amp;p=92</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>wątpliwość</title>
		<link>http://camera.art.pl/?p=89</link>
		<comments>http://camera.art.pl/?p=89#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Mar 2009 16:01:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje krzycha]]></category>
		<category><![CDATA[Aloysius]]></category>
		<category><![CDATA[dylemat]]></category>
		<category><![CDATA[Flynn]]></category>
		<category><![CDATA[Hoffman]]></category>
		<category><![CDATA[homoseksualizm]]></category>
		<category><![CDATA[moralność]]></category>
		<category><![CDATA[Oscar]]></category>
		<category><![CDATA[Streep]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://camera.art.pl/?p=89</guid>
		<description><![CDATA[Film Johna Patricka Shanleya łączy w sobie &#8211; co najmniej &#8211; dwie unikalne cechy. Jest dziełem wyjątkowo ascetycznym w środkach wyrazu i jednocześnie skrzy się od wieloznaczności i różnych kierunków interpretacji. Wątpliwość porusza kilka problemów i nie oferuje łatwych odpowiedzi pomimo do bólu jasnych postaw głównych bohaterów. Ascetyczność filmu o którym mowa widoczna jest w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Film Johna Patricka Shanleya łączy w sobie &#8211; co najmniej &#8211; dwie unikalne cechy. Jest <a title="film Wątpliwość" href="http://film.onet.pl/16896,film.html">dziełem</a> wyjątkowo <strong>ascetycznym w środkach wyrazu</strong> i jednocześnie skrzy się od <strong>wieloznaczności i różnych kierunków interpretacji</strong>. Wątpliwość porusza kilka problemów i nie oferuje łatwych odpowiedzi pomimo do bólu jasnych postaw głównych bohaterów.</p>
<p>Ascetyczność filmu o którym mowa widoczna jest w każdym punkcie rzemiosła kinowego: od skromnej grupy głównych postaci, przez oparcie całego przekazu niemal wyłącznie na ich grze, aż do teatralności ekranizacji (film jest zresztą ekranizacją sztuki teatralnej reżysera) &#8211; miejsce akcji ogranicza się ledwie do paru pomieszczeń i okolic kościoła. Ten efekt wzmagany jest jeszcze statyczną pracą kamery, która jest wyłącznie biernym, pobocznym obserwatorem pokazywanych zdarzeń.</p>
<p><span id="more-89"></span><br />
Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy to porywająca rola <strong>Meryl Streep</strong> jako Siostry Aloysius, przełożonej szkoły St Nicholas (katolicka szkoła w Bronksie, gdzie rozgrywa się akcja filmu). Kolejny raz aktorka pokazała swój niezwykły kunszt. Ubrana w ascetyczny habit, gdzie do gry pozostają ledwie ręce i twarz, pokazuje siłę swojego aktorskiego rzemiosła. Wspaniała rola warta Oskara za rolę pierwszoplanową. Zwróćmy uwagę na obydwie &#8211; kluczowe dla rozwoju akcji &#8211; rozmowy między Siostrą Aloysius a jej oponentem w osobie Ojca Flynna (<strong>Philip Seymour Hoffman</strong>) &#8211; kiedy Streep głosem, spojrzeniami i grą ciała prowadzi pełną napięcia grę w pokera o duszę czarnoskórego ucznia St Nicholas: Jimmiego Hurleya. Szczególnie rzuca się w oczy wykorzystanie przestrzeni biura pryncypałki szkoły i elementarnych artefaktów (biurko, okno, drzwi, zastawa do herbaty). Pomimo tak skromnych środków wyrazu aktorskiego, czujemy wręcz namacalnie gęstą atmosferę i napięcie między dwojgiem przeciwników. Gra Streep jest wyrachowana i oszczędna, kapitalnie dopasowana do postaci konserwatywnej strażniczki moralności. Finałowa poniekąd scena, kiedy Siostra Aloysius pokazuje, iż mimo dotychczasowej konsekwencji i pewności swoich ocen przeżywa ogromne wątpliwości &#8211; ta scena wywołuje niemal wstrząs: ton głosu i minimalne gesty porażają swoim autentyzmem.<br />
Aby postawić sprawę uczciwie: w osobie P.S.Hoffmana mamy niemal równorzędnego partnera dla M.Streep.<br />
<strong>Oboje wspinają się na wyżyny aktorstwa.</strong><br />
Druga sprawa to przekaz filmu. Zdarzyła się tu sprawa wręcz niezwykła. Wątpliwość jest trudna do klarownej interpretacji. Nie znajdziemy gotowego morału. Żadnych klarownych wskazówek co do finalnego resultatu sporu między Aloysius, a Flynnem. I to jest właśnie wspaniałe: <strong>brak poszlak dydaktyzmu</strong>. Tu jest rola widza &#8211; to on musi sam dać sobie swoją własną odpowiedź i stanąć po stronie Siostry Aloysius lub księdza Flynna.<br />
Aloysius to postać szczególna. Początkowo widzimy w niej prostą i bezduszną pryncypałkę, która nie ma wątpliwości, która zawsze jest pewna prawdy i broni jej wbrew uczuciom innych. Niemal depcze innych. Jednak wkrótce z tego ogólnikowego, szablonowego obrazu zaczynają wyłaniać się coraz ciekawsze detale. Przełożona szkoły okazuje się czułą opiekunką, pełną delikatoności i zrozumienia. Paradoks polega na tym, że towarzyszy temu maska zimnej i bezdusznej wykonawczyni kar i egzekwowania dyspliny. Kolejne zaskoczenie to konstatacja, że taka rola Aloysius jest głównie efekem jej roli w społeczności. Otóż, aby ktoś mógł okazywać serce i wpółczucie, musi być ktoś inny, komu sumienie podyktuje co ma zrobić, aby skutecznie ukarać winowajców łamiących reguły. Kapitalnie zostaje to pokazane na przykładzie relacji między Aloysius, a młodszą, pełną empatii i idealizmu Siostrą James. Ramą tej ewolucji jest sztywna &#8211; w zasadzie przedsoborowa &#8211; hierarchia kościelna, skupiona na posłuszeństwie &#8211; w szczególności posłuszeństwie zakonnic wobec męskich przełożonych. Każdy zapewne pamięta dramatyczne wręcz zestawienie kolacji księży i zakonnic. Dwa odrębne i skrajnie różne światy. Księża biesiadują, śmieją się, stroją sobie rubaszne żarty z parafian. Zakonnice niemal bez słowa spożywają skromnie przygotowaną kolację pod surowym spojrzeniem Siostry Aloysius.<br />
Z jednej strony czujemy, że Siostra Aloysius musi taka właśnie być &#8211; twarda, niemal bezduszna, a z drugiej coraz jaśniej widzimy, iż ona właśnie ma w efekcie rację! Stawia wyżej dobro czarnoskórego ucznia nad reputację zadufanego w sobie księdza.<br />
<strong>Jaki jest koszt?</strong><br />
Tu jest miejsce na subiektywność widza.<br />
Bowiem <strong>widz nie ma jasności, czy Jimmi Hurley jest nieświadomym gejem, czy ksiądz Flynn faktycznie uwiódł wyobcowanego ucznia, czy Aloysius ma rację dążąc za wszelką cenę do eliminacji księdza, czy młoda siostra James ma rację idąc za głosem serca borniącego jednocześnie księdza i ucznia?<br />
Takich dylematów można podać więcej</strong>.<br />
Na koniec powstaje unikalna całość. Całość w której widz nie pozostaje obojętny. Musi decydować we własnym sumieniu, samodzielnie oceniać sytuacje. I to w efekcie widz ma wątpliwości wraz z Siostrą Aloysius. Naturalnie można pójść na skróty i wykorzystać gotową maskę &#8211; skandale w USA z udziałem homoseksualnych księży. Jednak samo usytuowanie akcji w połowie lat 60tych XX wieku &#8211; na długo zanim społeczeństwo zwróciło uwagę na mniejszość seksualną &#8211; sugeruje, iż taka maska nie jest adekwatna. Że tutaj nie chodzi o tani komentarz i publicystykę, a chodzi o realne dylematy: czy zawsze potrzebujemy twardych namacalnych dowodów winy? Czy zawsze dobrze rozpoznajemy, jakie dobra wchdzą w grę? Oraz: że cokolwiek zdecydujemy, to zawsze będzie to okupione jakąś ceną &#8211; <strong>w szczególności ceną spokojnego sumienia</strong>.<br />
W tym ostatnim dopatruję się silnego nerwu moralnego i przesłania <em>Wątpliwości</em>: każdy ma w sobie własne sumienie, które bywa równie zwodnicze, jak uprzedzenia funkcjonujące w społeczeństwie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://camera.art.pl/?feed=rss2&amp;p=89</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Obywatel Milk i apostoł Penn</title>
		<link>http://camera.art.pl/?p=61</link>
		<comments>http://camera.art.pl/?p=61#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Feb 2009 13:14:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje krzycha]]></category>
		<category><![CDATA[homoseksualizm]]></category>
		<category><![CDATA[Oscar]]></category>
		<category><![CDATA[Penn]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://camera.art.pl/?p=60</guid>
		<description><![CDATA[Seana Penna cenię niezwykle wysoko jako aktora. Nie wdając się w szczegóły, jest on dla mnie jakimś następcą Roberta De Niro. Moja fascynacja Pennem została poddana wyjątkowo ciężkiej próbie, gdy usłyszałem, że Penn nagrodzony Oscarem za rolę w Obywatelu Milk przebrał się w fatałaszki piewcy homoseksualizmu. Tak, jakby nie dostrzegał prostej dystynkcji między odtwarzaną rolą, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://film.onet.pl/2434,1,Sean_Penn,osoba.html">Seana Penna</a> cenię niezwykle wysoko jako aktora. Nie wdając się w szczegóły, jest on dla mnie jakimś następcą Roberta De Niro. Moja fascynacja Pennem została poddana wyjątkowo ciężkiej próbie, gdy usłyszałem, że Penn nagrodzony Oscarem za rolę w <a title="podsumowanie filmu" href="http://film.onet.pl/4079,,Gus_Van_Sant,osoba.html"><em>Obywatelu Milk</em></a> przebrał się w fatałaszki <strong>piewcy homoseksualizmu</strong>. Tak, jakby <strong>nie dostrzegał prostej dystynkcji między odtwarzaną rolą, a życiem realnym</strong>.</p>
<p>Tym bardziej, iż Penn gra Milka bardzo dobrze, a sam film jest mocno przeciętny. Co najwyżej przeciętny. <strong>Werdykt gremium oskarowego wydaje mi się decyzją ideologiczną</strong>, a nie merytoryczną. Nie pierwszy i nie ostatni raz. A jednak żal.<span id="more-61"></span>Przejdźmy do filmu <a title="Gus Van San reżyser" href="http://film.onet.pl/4079,,Gus_Van_Sant,osoba.html">Gusa Van Santa</a>. Jeśli czytasz niniejszy tekst, nie potrzeba ci jego streszczenia. Obywatel Milk to fabularyzowana historia Harveya Milka &#8211; aktywisty ruchu gejowskiego na zachodnim wybrzeżu USA. Historia zna go jako aktywistę homoseksualistów oraz radnego, który padł ofiarą morderstwa. Dzięki temu trafił na sztandary mniejszości seksualnych jako męczennik.</p>
<p><em>Obywatel Milk</em> to <strong>film przeciętny</strong>. Niczym szczególnym się nie wyróżnia. Oczywiście poza tym, co oczywiste &#8211; iż jest obrazem gloryfikującym ruch pederstów ucieleśniony przez tytułowego bohatera.Â&#160; To hagiografia.</p>
<p>Po pierwsze &#8211; <em>Obywatel Milk</em> <strong>powiela</strong> obecne w przekazie kulturowym oraz powszechnej świadomości <strong>klisze o środowiskach homoseksualnych</strong>. Klisza o szczególnej inklinacji gejów do sztuk pięknych oraz wysokiej kultury intelektualnej. Klisza o wyjątkowej, wyższej wrażliwości emocjonalnej (wyciskająca łzy scena z chłopcem na wózku inwalidzkim, który telefonuje do Milka i zapowiada swoje samobójstwo &#8211; oczywiście nasz bohater odwodzi zagubionego młodzieńca od tego zamiaru i nawraca na jedynie słuszną drogę &#8211; drogę porzucenia rodziny, która go nie rozumie i przyłączenia się do gejów w innym mieście). Klisza o środowisku pederastów jako o oblężonej twierdzy, która ma wokół siebie wyłącznie wrogów &#8211; a jeśli jest inaczej, to tylko wyjątek potwierdzający regułę.</p>
<p>Po drugie &#8211; <em>Obywatel Milk</em> <strong>powiela przesądy dotyczące otoczenia</strong> &#8211; czytaj: wrogiego otoczenia &#8211; <strong>uciemiężonych amerykańskich środowisk mniejszości seksualnych</strong>. Autorzy filmu w roli pierwszoplanowego wroga stawiają brutalnych policjantów, a następnie &#8211; gdy Milk postanawia wyjść z podziemia i wziąć udział w wyborach, typową amerykańską kurę domową napędzaną motywami religijnymi &#8211; Anitę Bryant. Anita Bryant, sprzedawczyni soków owocowych otoczona jasnowłosymi główkami swoich dzieci, jej królestwem jest kuchnia i kościół. Milk kpi &#8216;<em>Anita Bryant powiedziała, że homoseksualiści sprowadzili suszę do Californi</em>&#8216;. Wrogowie homoseksualistów jawią się jako ciemni troglodyci. Innym konkurentem politycznym Milka jest senator Briggs. Widać go przeważnie w otoczeniu policji, konfrontowanego z wrogim tłumem. Ponownie widzimy wrogów homoseksualistów jako ludzi odwołujących się przede wszystkim do brutalnej siły, a nie do argumentów; jako ludzi niezdolnych do porozumienia się z otoczeniem, nie rozumiejących trendów (czytaj: <em>postępu</em>) i zacofanych. Autorzy filmu nie odpuścili sobie do końca &#8211; los środowiska mniejszości seksualnej zostaje przyrównany do losu Żydów i holocaustu w czasie II wojny światowej.</p>
<p>Po trzecie &#8211; Obywatel Milk chce pokazać dzieło swojego tytułowego bohatera jako ofertę do wszystkich ludzi, a nie tylko dla mniejszości homoseksualnej. O ironio! Cel ten jednak zostaje zdyskredytowany w samym filmie. Odnotujmy krótko. Kolejność postulatów Milka w czasie kolejnych kampanii wyborczych &#8211; najpierw socjalne (dla wszystkich), a na końcu oczywiście postualty samych środowisk gejowskich. Następnie zwróćmy uwagę na <em>osiągnięcia</em> ruchu, któremu lideruje Milk &#8211; najpierw jest to <strong>bojkot piwa Coors</strong>, a w finale &#8211; po wyborze Milka: <strong>prawo nakazujące sprzątać psie gówno</strong>. Owszem, mamy bodaj dwie sceny w czasie kampanii wyborczej, gdy główny bohater agituje w szkole, a potem w fabryce, jednak wybór na radnego San Francisco dokonuje się dopiero dzięki <strong>manipulacji granicami okręgów wyborczych</strong> &#8211; tak, aby okręg Milka zamieszkiwała większość gejów i ich popleczników. Innymi słowy &#8211; geje wybierają gejów: nie ma dostatecznej liczby wyborców, aby większość heteroseksualna mogła dać się przekonać programowi Milka.</p>
<p>Po czwarte &#8211; subiektywny punkt widzenia na samego Milka lub jego otoczenie. Niestety mamy tu <strong>obraz ubóstwa emocjonalnego</strong>. Miłość między homoseksualistami jest w zasadzie powszechnym promiskuityzmem &#8211; przelotne związki oparte na seksie, bez poczucia głębszej więzi i odpowiedzialności. Inaczej: nie wiadomo dokładnie, dlaczego dziś z kimś jesteś, a jutro może to być ktoś zupełnie inny. Słowa Milka do jego kochanka &#8216;<em>Pamiętasz chociaż, jak mam na imię? Nie. Mam na imię Harvey</em>&#8216;. W tym zakresie głośny kilka lat temu film <em><a title="Tajemnica Brokeback mountain" href="http://www.imdb.com/title/tt0388795/">Brokeback Mountain</a></em> był o klasę ciekawszym obrazem.</p>
<p>Po piąte &#8211; <strong>niejednoznaczność postaci</strong> samego Milka. Bardzo trudno właściwie ocenić, dlaczego główny bohater filmu Van Santa decyduje się na otwartą działalność publiczną? Owszem &#8211; parokrotnie powtarza się motyw, iż chodzi o władzę o poczucie władzy. Z drugiej strony jest wątek mesjanistyczny &#8211; że dzięki temu uciemiężeni amerykańscy pederaści będą żyć w zgodzie z sobą samym i zyskają poczucie bezpieczeństwa we wrogim otoczeniu.</p>
<p>Po szóste &#8211; <strong>to jest film propagandowy</strong>. Jawnie i bez ogórdek. Skierowany przeciwko tradycyjnej rodzinie i propagujący postawy homoseksualne wśród młodzieży. Pierwszy raz widzimy małego chłopca, który roznosi ulotki homoseksualnego kandydata w wyborach, a wkrótce potem piękne panoramiczne ujęcie maszerujących ławą gejów, gdzie większość uczestników to nastoletni młodzieńcy lub wręcz dzieci.</p>
<p>Po siódme &#8211; <strong>męczennik, czy przypadkowa ofiara</strong>? Tego dotąd nie zrozumiałem. <a title="doskonała rola Josha Brolina" href="http://www.imdb.com/name/nm0000982/">Dan White</a>: zabójca Milka &#8211; chrześcijanin i ojciec rodziny &#8211; jest tu zdecydowanie <strong>niedookreślony</strong>. Czy zabija Milka i burmistrza San Francisco, bo załamał się swoją nieskutecznością i brakiem realizacji programu wyborczego? Nota bene wskutek <strong>zdrady samego Milka</strong>, który najpierw obiecuje mu sojusz polityczny, aby w trakcie decydującego głosowania być przeciw. Dodajmy, iż to Milk zaczyna z radnym White&#8217;m dwuznaczną grę psychologiczną: otóż Milk jest przekonany, że jego kolega jest kryptohomoseksualistą, którego trzeba uświadomić o jego prawdziwej naturze, aby porzucił rodzinę i ujawnił się jako gej. Zatem w tym względzie mord na Milku jest efektem opresywnego społeczeństwa, które nie chce zaakceptować, iż White mógłby być pederastą i ojcem normalnej rodziny zarazem. Jednak w takim razie zginąłby sam Milk &#8211; morderstwo burmistrza już nie mieści się w tym schemacie.</p>
<p>Odnotujmy, że <strong>Josh Brolin</strong>, odtwórca radnego White&#8217;a był nominowany do Oscara za drugoplanową rolę.</p>
<p>Zanim podsumuję moją ocenę , chcę podkreślić <strong>silną stronę</strong> filmu Van Santa. <em>Obywatel Milk</em> jest bardzo dobrym, przekonującym obrazem ewolucji środowiska gejowskiego w USA lat 70tych XX wieku. Od podziemnych barów dla gejów do udziału w normalnym życiu politycznym. Od qeer-qeens do eleganckich działaczy w garniturach i krawatach. Doskonale zilustrowany wydaje się proces i motywacje działające za całym procesem ujawniania się (<em>comming out</em>) tego środowiska &#8211; nawet z naruszeniem prawa do prywatności tegoż.</p>
<p>Podsumujmy krótko. Obywatel Milk to sprawnie zrealizowany, z dobrą dramturgią film propagandowy środowiska pederastów. Poparty doskonałą grą aktorską Penna i Brolina. Jednak jest to przeciętne kino: płytkie ideowo, skrajnie jednostronne, powierzchowne emocjonalnie, operujące hasłami i emocjami iÂ&#160; unikające naprawdę ciekawych tematów.</p>
<p>ps.#1</p>
<p>Dla równowagi sugeruję obejrzenie filmu z także doskonałym aktorstwem Ala Pacino <a title="Podryw" href="http://www.imdb.com/title/tt0080569/"><em>Cruising</em></a> (1980) &#8211; skrajnie realistycznego obrazu środowiska gejowskiego i jego możliwego wpływu na osobowość człowieka. Całość w sosie historii sensacyjnej o seryjnym mordercy.</p>
<p>ps.#2</p>
<p>W powyższym tekście skupiłem się na krytycznej recenzji filmu. Ale potrzebny jest dodatek, który wyjaśni moje głębokie rozczarowanie postawą Penna. Otóż w mojej ocenie Penn ubiera się w fatałaszki piewcy homoseksualizmu nie dlatego, iż gra geja, ale z powodu tego, co ogłasza w czasie gali oskarowej. Stosowny cytat: <strong>&#8216;<em>Ci, którzy głosowali przeciwko równouprawnieniu par gejowskich, powinni się teraz zastanowić, jaki wstyd przynoszą sobie, swoim dzieciom i wnukom</em>&#8216;. </strong>Gdyby Penn zachował się profesjonalnie, to <strong>nie propagowałby idei gejowskich podczas gali</strong>.<strong> </strong>Strach pomyśleć, gdyby otrzymywał nagrodę za rolę np. seryjnego mordercy &#8211; czy wtedy chciałby gloryfikować zbodnie? Co innego gra i rola aktorska, a co innego idee ucieleśniane w danej roli.<strong><br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://camera.art.pl/?feed=rss2&amp;p=61</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy tylko Spartanie polegli?</title>
		<link>http://camera.art.pl/?p=59</link>
		<comments>http://camera.art.pl/?p=59#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Mar 2007 09:10:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje krzycha]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nt.home.pl/empiryk/camera/?p=59</guid>
		<description><![CDATA[Pospieszam z moja wersją odpowiedzi: poległ też Zack Snyder, reżyser i scenażysta &#8216;300&#8216;. Poległ w w tym sensie, że za kilkanaście miesięcy o tym filmie będą pamiętać wyłącznie fani komiksu F.Millera oraz księgowy wytwórni filmowej. Ten ostatni być może nawet będzie ukontentowany. Blue boxowe dzieło Snydera pokazuje wyśmienicie dylematy, jakie napotykają filmowcy chcący w medium [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pospieszam z moja wersją odpowiedzi: poległ też <a href="http://stopklatka.pl/filmowcy/osoba.asp?oi=45495" title="twórca reklamowy">Zack Snyder</a>, reżyser i scenażysta &#8216;<a href="http://stopklatka.pl/film/film.asp?fi=23553" title="300tu Spartan">300</a>&#8216;. Poległ w w tym sensie, że za kilkanaście miesięcy o tym filmie będą pamiętać wyłącznie fani komiksu F.Millera oraz księgowy wytwórni filmowej. Ten ostatni być może nawet będzie ukontentowany.<span id="more-59"></span><br />
Blue boxowe dzieło Snydera pokazuje wyśmienicie dylematy, jakie napotykają filmowcy chcący w medium filmowym odzwierciedlić rysunki komiksowe. Muszą oni stanąć twarzą w twarz ze Scyllą kultowego dzieła komiksowego (obrazkowego) i Harybdą współczesnej techniki filmowej. Blue box rządzi i dzieli, buduje i zabija. W pewnym sensie dylemat, o którym mówię polega na tym, jak skutecznie dziełu dwuwymiarowemu nadać nieskończenie wiele wymiarów filmu.<br />
To oczywiście uproszczenie, ale może służyć jako adekwatna ilustracja.<br />
W moim przekonaniu Snyder w tym aspekcie poniósł porażkę: na ekran przeniósł komiks niemal dosłownie dodając tylko dźwięk. To za mało. O ile komiks jako dzieło specyficzne &#8211; opierające się na syntezie i skrócie &#8211; broni się i to jest jego właśnie jego siła, to realizacja tego w formie filmu przynosi dzieło płaskie, rytualne, schematyczne i zwyczajnie nie interesujące.<br />
Taki w moich oczach jest film &#8217;300&#8242;.<br />
A mogło być tak dobrze&#8230;<br />
Krępującą sztywność konwencji przyjętej przez Snydera widzę boleśnie w samym aktorstwie. Zarówno <a href="http://stopklatka.pl/filmowcy/osoba.asp?oi=6120">Gerard Butler</a> jako Król Sparty Leonidas, czy <a href="http://stopklatka.pl/filmowcy/osoba.asp?oi=3003">Lena Headey</a> grająca królową Gorgo, niemiłosiernie męczą się chcąc tchnąć w swoje postacie choćby iskrę życia. Ale udaje się to raczej w ilościach śladowych. Efekt jest dość pożałowania godny, bo nieuprzedzony widz ogląda jedną wielką scenę batalistyczną, którą jest film Snydera, ale <b>nie zrozumie</b>, o co toczy się walka i jaki jest sens dramatu (o ile w ogóle słowo &#8216;dramat&#8217; ma w przypadku tego filmu właściwe zastosowanie). Aktorzy wypowiadają kwestie z Wielkimi Słowami, ale brzmi to całkiem niewiarygodnie &#8211; my in nie wierzymy. Nie widać przecież w filmie niczego, co pozwalałoby przekonująco pokazać, że oglądamy starcie opartej na podbojach tyranii Kserksesa z osamotnionymi obrońcami wolności ze Sparty. Jest dokładnie przeciwnie &#8211; przecież oglądamy starcie dwóch ustrojów niewolniczych. Kserkses ma posmak kosmopolitycznej dekadencji Wschodu, a Sparta to militarystyczne społeczeństwo kastowe. Pozostaje jedynie prężyć blueboxowe muskuły.<br />
Pod pewnym względem &#8217;300&#8242; realizuje to, czego się po nim można było spodziewać &#8211; opiera się na <b>mitologii i archetypach</b>. Ale tylko: &#8216;<i>opiera się</i>&#8216; &#8211; on ich nie generuje, nie tworzy. Tę jego jałowość łatwo dostrzec, jak zestawimy go z innym dziełem mito-twórczym &#8211; <a href="http://stopklatka.pl/film/film.asp?fi=1507" title="Maximus i gladiatorzy">Galdiatorem</a> (2000) Ridleya Scotta. Zresztą Snyder usiłuje stylizować &#8217;300&#8242; na modłę wspomnianego filmu &#8211; zwracam uwagę choćby na powracający motyw muzyczny niemal cytujący Lisę Gerard. Po obejrzeniu Gladiatora można słusznie mieć wrażenie, że oto uczestniczyliśmy w opowiadaniu jakiejś istotnej i ciekawej opowieści. Po oglądnięciu &#8217;300&#8242; mamy wrażenie, iż oglądnęliśmy ledwie ekranizację komiksu.<br />
Zatem Syndera nie było stać na stworzenie dzieła <b>poruszającego</b>. Takiego, które zostaje w pamięci z jakichś ciekawych powodów. Zgoda: &#8217;300&#8242; to sprawna, z ruchomymi obrazkami realizacja komiksu pokazującego beznadziejną walkę herosów, kiedy widzowi krew chlupie w butach. Ale nic ponad to.<br />
Pustkę tego filmu widać też w groteskowej niekonsekwencji &#8211; opowiada nam się historię heroiczną, ale Snyder nie mógł powstrzymać się przed paroma hollywódzko dowcipnymi wtrętami, które miały na widowni wywołać śmiech. Efekt był jednak przeciwny: widz jest bardziej <b>zdezorientowany</b>, niż rozbawiony. Bowiem albo idziemy w poważny, koturnowy i propagandowy klimat i konsekwentnie go realizujemy, albo usiłujemy puszczać oko do widza. W tego typu kinie nie można stać okrakiem na barykadzie. Wybornie zrozumiał to choćby Robert Rodriguez realizując <a href="http://stopklatka.pl/film/film.asp?fi=18021" title="Sin City - Miasto grzechu">Sin City</a>.<br />
Jedno jest jednak pewne: <b>efektowna i efekciarska rozrywka</b>. Być może jej poziom jest raczej niski, ale <b>jest co oglądać</b>. Nie czuję się na siłach oceniać, czy Snyder popsuł, czy nie kultowy komiks mistrza Millera. Miller bezpośrednio współpracował przy &#8217;300&#8242;, więc być może trzeba przyjąć, iż dzieło Snydera ma jego błogosławieństwo. Jednak jako film, który mógłby zyskać sobie trwalsze miejsce w kinematografii &#8217;300&#8242; zawodzi. Nie wykazuje własnej autonomicznej siły przetrwania.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://camera.art.pl/?feed=rss2&amp;p=59</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Apocalypto</title>
		<link>http://camera.art.pl/?p=58</link>
		<comments>http://camera.art.pl/?p=58#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Jan 2007 13:53:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje krzycha]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nt.home.pl/empiryk/camera/?p=58</guid>
		<description><![CDATA[Film Mela Gibsona Apocalypto ma swoje mocne i słabe strony. Może się podobać z różnych powodów, ale nie powinny one przysłaniać faktu, iż historia z prekolumbijskiej dżungli jest miałkim i marnym przesłaniem. &#8216;Apocalypto&#8217; to film o dochowaniu wierności drugiej osobie. Łapa Jaguara kocha swoją żone i dzieci. I tyle. Być może da się w nim [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Film Mela Gibsona Apocalypto ma swoje mocne i słabe strony. Może się podobać z różnych powodów, ale nie powinny one przysłaniać faktu, iż historia z prekolumbijskiej dżungli jest miałkim i marnym przesłaniem.</p>
<p><span id="more-58"></span><br />
&#8216;Apocalypto&#8217; to film o dochowaniu wierności drugiej osobie. Łapa Jaguara kocha swoją żone i dzieci. I tyle. Być może da się w nim dopatrzeć wątków przemijania cywilizacji &#8211; bardziej cywilizacji niż ludzi.</p>
<p>I tyle &#8211; koniec. Zatem w sumie dość skromnie. Piszącego te słowa całkiem to nie zadowala. Nie chodzi o to, że Gibson jest jakimś znaczącym reżyserem &#8211; jest przeciętnym reżyserem z nieprzeciętnymi dojściami w fabryce snów. Zwyczajnie &#8211; w tym filmie jest sporo ciekawych rzeczy, które zwracają moją uwagę, ale nie wpływają istotnie na całościowe przesłanie dzieła.<br />
A podobnych obrazów o wierności przeciw wszelkiemu złu jest cała długa seria. I większość z nich jest bogatsza w przeżycia bohaterów i obrazy rozterek bohaterów.</p>
<p>A jeśli mamy do czynienia z normalnym filmem przygodowym, bez poważniejszych ambicji, to ja temu filmowi mogę przyklasnąć &#8211; w tym punkcie to dobry film.</p>
<p>Oto silne strony ostatniego filmu Gibsona. Po pierwsze jest to chyba pierwszy w światowej kinematografii dość wiarygodny obraz prekolumbijskich cywilizacji Ameryki Środkowej (wedle intencji twórców chodzi o cywilizację Majów &#8211; choć raczej idzie o Mayapan na Jukatanie, których zniszczyli konkwistadorzy). Rzecz jasna można się spierać o stopień okrucieństwa tych cywilizacji &#8211; zwłaszcza Azteków (w odróżnieniu od pokazanych w filmie Majów). Jednak niewiele będzie to zmieniać wydźwięk filmu, który można bez poważniejszego ryzyka potraktować jako obraz pewnego wycinka historii starożytnego Meksyku.<br />
Oglądamy zatem rekonstrukcję machiny cywilizacyjno-religijnej, która napędzała tamtejsze miasta-państwa. Niewolnicza praca podbitych ludów, kastowość społeczeństwa &#8216;obywateli&#8217; i rytualne masowe mordy. Całość pokazana w naturalistycznej poetyce znanej z &#8216;Pasji&#8217;. Zatem widz ma zagwarantowane ciarki na plecach i chlupot krwi w butach.</p>
<p>Sama główna intryga &#8211; czyli trochę ponad dwie doby porwania, transportu i potem ucieczki Indianina &#8211; Łapy Jaguara. Całość ma dobrą dynamikę, ciekawe ujęcia, świetnie zaaranżowane sceny brutalnych walk. Opera się to m.in. na bardzo dobrych postaciach &#8211; są wyraziste, charakterystyczne i konsekwentnie pokazane. Dychotomia &#8211; źli (łowcy, handlarze niewolnikami) kontra dobrzy &#8211; żyjący zgodnie z naturą, jest wyraźnie zarysowana, nie ma problemów z rozpoznaniem stron. Mimo tak schematycznego podejścia Gibsona, film ma &#8211; zapewne właśnie dzięki temu &#8211; wartką akcję i jest kilka momentów w kórych trudno zgadnąć, co zrobi główny bohater?</p>
<p>Rzecz, która mnie osobiście <b>najbardziej przypadła do gustu</b>. Pomimo wręcz <b>prostackiej kreski</b>, jaka kreśli swoje postacie Gibson, udało mu się w wielu momentach ładnie pokazać interakcje między postaciami. Począwszy od sceny między ojcem a synem (tu: Łapą Jaguara) tuż po walce w wiosce, kiedy syn niechący wydaje wyrok śmierci na ojca. Przez łzawe, ale przecież poruszające sceny z czeredą dzieci biegnących za matkami i ojcami prowadzonymi w jasyr i na śmierć. Aż do scen na piramidzie ofiarnej &#8211; kapitalne pokazania napięcia i gry między dostojnikami, kapłanami, ofiarnikami, a tłumem żądnym krwi i zmiłowania bóstwa.</p>
<p>I chyba tu <b>kończą się zalety filmu</b>. Niestety <b>wady są większego kalibru</b> i w moich oczach przeważają. Sygnalizowałem <b>prymitywizm</b> obrazu konfliktu między łowcami, a plemieniem Łapy Jaguara. Postacie grają z góry założony plan &#8211; jakby całkiem bez wzajemnej interakcji. Widać to świetnie na wpierw zasygnalizowanym napięciu między głównym bohaterem, a jednym z sadystycznych oprawców. Najpierw Łapa Jaguara nieomal uśmierca wroga w scenie walki w obozie, aby chwile potem być wydanym na jego łaskę i niełaskę (morderstwo ojca, scena nad przepaścią itd.). Widz oczekuje, że będzie tu jakaś kulminacja, nastąpi jakieś rozładowanie. Ale tego nie ma. Owszem &#8211; Łapa Jaguara koniec końców zabija prześladowcę, ale to jest już w całkiem innej płaszczyźnie &#8211; <b>napięcia w tym nie ma</b>. <b>Nie ma tu nawet poczucia spełnienia gołej zemsty</b>. Film mimo swojej atrakcyjności przygodowej jest w zasadzie przewidywalny i nie prowokuje widza.</p>
<p>Początkowo bardzo obiecująco wygląda moment spotkania myśliwych polujących na tapira z niedobitkami innego plemienia w lesie. Odnosi się wrażenie, iż będzie to jakaś oś, na której uda się posadowić coś tajemniczego, groźnego, wręcz apokaliptycznego. Nic podobnego. Łowcy, którzy najpierw starli plemię wędrujące przez las, a potem napadli na wioskę głównego bohatera nie niosą niczego zaskakującego &#8211; ba nawet mówią w pokrewnym narzeczu! To jest wyłącznie brutalna siła i przemoc &#8211; to są wyłącznie łowcy niewolników. Aż dziw bierze, że plemię Łapy Jaguara nie miało żadnej wiedzy o nich, skoro mieszkają od siebie w odległości (co najwyżej) kilkudziesięciu kilometrów. O wiele lepiej byłoby, gdyby tu pojawiło się starcie całkiem różnych mentalności i cywilizacji, gdyby tu była pełna idosynkrazja.<br />
Na marginesie &#8211; i dla porównania z &#8216;Apocalypto&#8217; &#8211; przywołam niezwykły obraz Beduinów w filmie <a xhref="http://pod.oslona.nieba.filmweb.pl/" title="Sheltering Sky">Pod osłoną nieba</a> Bernardo Bertolucciego.</p>
<p>Na tym tle rzekomo główny temat filmu Gibsona &#8211; tajemnica zagłady cywilizacji Majów &#8211; staje się płytki i trywialny. Indianie będą pokonani, ponieważ hiszpańscy konkwistadorzy są lepiej uzbrojeni i dostatecznie bezwzględni.<br />
Samo zakończenie dzieła Gibsona nabiera tedy nowego sensu, jak tylko przypomnimy sobie, iż &#8216;Apocalypto&#8217; wyprodukował Disney.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://camera.art.pl/?feed=rss2&amp;p=58</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ludzkie dzieci &#8211; jest miejsce na nadzieję</title>
		<link>http://camera.art.pl/?p=57</link>
		<comments>http://camera.art.pl/?p=57#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Jan 2007 16:30:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje krzycha]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nt.home.pl/empiryk/camera/?p=57</guid>
		<description><![CDATA[Dawno nie miałem okazji obejrzeć filmu łączącego w sobie dwie cechy pozornie sprzeczne: pesymistyczną postindustrialną wizję cywilizacji z prostym i wręcz naiwnym przesłaniem nadziei. Bo Children of Man w reż. Alfonso Cuaróna jest filmem o nadziei. O takiej nadzei, która trwa mimo wszystko. Trwa przeciw światu. I to jest ważne. Uwaga: poniższy tekst może zawierać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dawno nie miałem okazji obejrzeć filmu łączącego w sobie dwie cechy pozornie sprzeczne: pesymistyczną postindustrialną wizję cywilizacji z prostym i wręcz naiwnym przesłaniem nadziei. Bo <a href="http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=22888&#038;sekcja=1">Children of Man</a>  w reż. <a href="http://www.imdb.com/name/nm0190859/">Alfonso Cuaróna</a> jest filmem o nadziei. O takiej nadzei, która trwa mimo wszystko. Trwa przeciw światu. I to jest ważne.</p>
<p><strong>Uwaga:</strong> poniższy tekst może zawierać spoilery!</p>
<p><span id="more-57"></span>Pozorna sprzeczność wskazana wyżej rozwiązuje się dość łatwo i wręcz klasycznie: film opowiada o przemianie głównego bohatera &#8211; Theodore Farona (<a href="http://www.imdb.com/name/nm0654110/">Clive Owen</a>) &#8211; od biernego pesymizmu i oczekiwania na koniec, aż do wzrastającej fali nadziei i niemal samopoświęcenia. Ta przemiana pokazana jest oszczędnie i z dystansem. Theo zwyczajnie daje się nieść wydarzeniom, długo nie rozumie w czym uczestniczy lub w co został wplątany. A nawet kiedy już wie kim jest Murzynka (Claire-Hope Ashitey grająca Kee), którą miał zawieść na wybrzeże, wie jaka jest jego misja, to nadal nie rozumie sensu zdarzeń, które go dotykają. Wstrząs przychodzi o wiele później. Okoliczności wręcz zmuszają go uznania własnej &#8211; niezwykłej roli, wręcz wbrew jego woli. Przyjmuje to brzemię i umie go ponieść.<br />
Clive Owen dobrze spasował do tej roli &#8211; gra oszczędnie i jakby od niechcenia. Jednak jego twarz i postawa &#8211; taka zdystansowana, pozwala minimalnymi środkami wyrazu pokazać spore pokłady emocji (patrz scena walk ulicznych i wyprowadzenia dziewczyny z okrążonego budynku).</p>
<p>Cały film jest bardzo dobrze, spiralnie zbudowany. Zmianie ulega nie tylko krajobraz (od dość ponurego miasta, do ruin burzonego miasta), ale także dynamika scen aż do finałowego <em>crescendo</em> zamkniętego ciszą na zamglonym morzu.<br />
Mocną stroną całości są bardzo przemyślane szczegóły.</p>
<p>Zwróćmy uwagę na Londyn, jakby żywcem upozowany na mega-miasto z <em>Łowcy androidów</em> w którym biali londyńczycy to mniejszość zalana azjatyckim żywiołem ludzkim. Ludzkość z dość niejasnych przyczyn czeka biologiczna eksterminacja, ale ponieważ jest to proces rozłożony w czasie, więc oglądamy całe spektrum reakcji jednostek i zbiorowości. I oglądamy obraz &#8211; trzeba przyznać &#8211; dość wiarygodny i prawdopodobny. W ogólności mamy tu obraz rozkładu cywilizacyjnego &#8211; apokalipsy z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, a nie w błysku atomowego grzyba. Widać zatem postawy buntu i walki lub wprost: anarchii. Obok tego są reakcje oczekiwania na cud ludzkimi rękoma złożony (mityczna organizacja Human Project). Widać ślepą rozpacz. I oczywiście jałowy pesymizm oczekiwania na nieuchronne &#8211; Theo wraz z Jasperem (wyśmienity Michael Caine).<br />
Pozwolę sobie na dygresję. Oto <a title="Maurice Joseph Micklewhite Jr." href="http://film.onet.pl/1255,,Michael_Caine,osoba.html">Michael Caine</a> gra rewelacyjnie &#8211; gra siebie poniekąd: starca, którego jedynym obowiązkiem (o ile pojęcie <em>obowiązku</em> w opisanych okolicznościach może się stosować) jest opieka nad kaleką żoną. Jednak mimo jego bierności i swoistego dekadentyzmu, jest w nim pogoda ducha i optymizm zarażający innych &#8211; to on popycha Theo do kontynuowania misji. Płaci za to najwyższą cenę.<br />
Inna silna strona filmu Alfonso Cuaróna to wszystko, co dzieje się <strong>poza głównym bohaterem</strong> &#8211; w tle. Jest to cała kopalnia klimatów i sensów.<br />
Genialnie syntetyczna scena, kiedy widz poznaje Jaspera i jego żonę &#8211; jeden powolny ruch kamery pokazujący rozklejone na oknie wycinki prasowe z Jasperem i jego towarzyszką i już wiemy o nim dość &#8211; już rozumiemy jego działania i okoliczności, w których się znalazł. Czujemy jakbyśmy tego człowieka znali od dawna.<br />
Wizyta Theo u jego kuzyna w ministerstwie. Majstersztyk skojarzeń. Zamknięta ekskluzywna limuzyna, a wokół zamieszki uliczne i terror. A gdzie mieszka kuzyn? Poznajecie ten budynek? A czy widok z okna tego gmaszyska nic wam nie mówi? Jeśli nie, to poszukajcie wśród swoich znajomych fanów grupy Pink Floyd &#8211; ich muzyki z drugiej połowy lat 70-tych w szczególności.<br />
Wbijająca w fotel scena ucieczki głównego bohatera z farmy. Jakoś nie przypominam sobie tak nieudanej i slapstickowej ucieczki! Czyżby producentom zabrakło kasy na świeży i naładowany akumulator? Oglądając ucieczkę widz czuje niemal fizyczną łączność z Theo, kiedy on chaotycznie i bezradnie talpa się w błocie i patrzy wprost w lufę pistoletu.<br />
Inny przykład budowania niesamowitego klimatu. Scena wjazdu Theo i Kee do obozu przejściowego &#8211; Kee zaczyna rodzić, a za oknami opancerzonego autobusu przesuwają się niby klatki filmu. Pierwsza &#8211; wojsko i policja brutalnie wyciągają podejrzanych imigrantów z autobusu. Druga &#8211; wyselekcjonowani imigranci klęczą czekając na coś z rękoma założonymi z tyłu głowy. Trzecia &#8211; imigranci zrywani z klęczek, bici, odzierani z ubrań. Czwarta &#8211; autobus a obok niego rząd worków zakrywających zwłoki. Esencja cywilizacji autarkicznej w rozkładzie.<br />
Obraz śmierci Jaspera &#8211; oglądany z oddali przez Theo robi wrażenie nierealności, jakbyśmy obserwowali teatr ludzkich kukiełek. Stłumione odgłosy strzałów odrealniają scenę jeszcze bardziej &#8211; tym bardziej uzmysławiając tragedię, której jesteśmy świadkami.<br />
Scena, którą z pewnością zapamięta każdy widz tego filmu &#8211; wyprowadzenie Kee z oblężonego budynku i przenikliwa cisza i zdumienie wojskowych i imigrantów. To trzeba zobaczyć.<br />
Gdyby spojrzeć na film z realizatorskiego punktu widzenia, to robi wrażenie niemal produkcji niskobudżetowej. W zasadzie nie ma żadnych efektów specjalnych. Dźwięki otoczenia są niezwykle realistyczne i przez to jeszcze bardziej przenikliwe. Niemal jedyne fajerwerki to wzmiankowana wcześniej scena walk ulicznych w obozie przejściowym &#8211; kamera z obiektywem zbryzganym krwią jest jak z przerażającego filmu dokumentalnego z miast Libanu lub Bagdadu.<br />
<em>Ludzkie dzieci</em> to dobry film. Powiedziałbym nawet &#8211; on mnie pozytywnie rozczarował. Jest realistycznym opisem dość prawdopodobnych scenariuszy. Jednocześnie zachowuje umiarkowanie i dystans. Chyba udaje mu się także uniknąć taniego sentymentalizmu. Być może wyjątkiem jest scena finałowa &#8211; kiedy Theo wraz z Kee opuszczają zrujnowane miasto na małej łódce. A szkuner, który ich odnajduje ma na burcie nazwę Tomorrow. To już symbolizm. Właśnie symbolizm prostej nadziei.<br />
Nadziei, która jednak ma gorzki smak.</p>
<p>Zwróćmy jednak uwagę, iż ta nadzieja nie jest rękoma ludzkimi uczyniona &#8211; Cuarón zostawia tu pole fantazji widza: nikt nie wie, czy dziecko Kee jest wynikiem mętnych eksperymentów Human Project, czy poczęte jest drogą naturalną. Jeśli to ostatnie jest prawdą, to ja widzę w tym początek końca czyśćca, jakiego doświadcza ludzkość w filmie meksykańskiego reżysera.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://camera.art.pl/?feed=rss2&amp;p=57</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dwugłos o ojcostwie</title>
		<link>http://camera.art.pl/?p=56</link>
		<comments>http://camera.art.pl/?p=56#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 Apr 2006 11:40:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje krzycha]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nt.home.pl/empiryk/camera/?p=56</guid>
		<description><![CDATA[Te filmy warto oglądać obok siebie. W dowolnej kolejności. Mam na myśli Broken Flowers Jima Jarmusha i Nie wracaj w te strony Wima Wendersa. Filmy o których mowa, w pewien szczególny sposób się uzupełniają. Oglądają podobne (te same?) sytuacje z dwóch różnych punktów widzenia. Jednocześnie są ciekawą ilustracją podejścia tych dwóch autorów. Jarmush i Wenders [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Te filmy warto oglądać obok siebie. W dowolnej kolejności. Mam na myśli <a title="Zwiędłe kwiaty" href="http://film.onet.pl/10972,,Broken_Flowers,film.html">Broken Flowers</a> Jima <a title="reżyser, pisarz, scenarzysta" href="http://film.onet.pl/395,,Jim_Jarmusch,osoba.html">Jarmusha</a> i <a title="Don't Come Knocking" href="http://film.onet.pl/10973,,Nie_wracaj_w_te_strony,film.html">Nie wracaj w te strony</a> Wima <a title="reżyser, scenarzysta, producent" href="http://film.onet.pl/354,,Wim_Wenders,osoba.html">Wendersa</a>. Filmy o których mowa, w pewien szczególny sposób się uzupełniają. Oglądają podobne (te same?) sytuacje z dwóch różnych punktów widzenia. Jednocześnie są ciekawą ilustracją podejścia tych dwóch autorów. Jarmush i Wenders poniekąd dokonują pewnych ważnych życiowych rozliczeń.<span id="more-56"></span><br />
Najpierw &#8211; <strong>obydwa obrazy są bardzo gorzkie</strong>. Pokazują ludzi dojrzałych, którzy &#8211; z różnych powodów &#8211; nagle stają twarzą w twarz z własną przeszłością. I to uświadamia im ich klęskę: <strong>oni przegrali</strong>.<br />
Don Johnston (przez &#8222;t&#8221;) były kobieciarz, podstarzały donżuan odbywa podróż wstecz &#8211; poprzez możliwe scenariusze swojego życia. Ogląda się w zwierciadłach swoich byłych kobiet. Z jednej strony może się przekonać, iż żadnej z tych możliwych dróg nie wybrałby obecnie, więc zyskuje ukojenie, jakoby porzucając swoje kobiety podejmował słuszne decyzje. Ale z drugiej strony paradoksalnie tym bardziej czuje obecną swą pustę i nie spełnienie.<br />
Może nawet czuje żal?<br />
Wie jedno: <strong>jego obecne życie jest puste, brak w nim dopełnienia</strong>. Dlatego desperacko szuka swojego domniemanego syna. Ale czy go znajduje?<br />
W zasadzie można powiedzieć, że Jarmush zdobył się na ironię wobec swojego bohatera, bo swobodnie można ocenić, iż Johnston co najwyżej spotyka kogoś, kto zaczął odczuwać potrzebę odszukania ojca &#8211; podobnie, jak on odczuł potrzebę odszukania syna. Zatem jest to swoista pogoń za iluzją. Postać grana przez <a title="aktor, reżyser, producent" href="http://film.onet.pl/2565,,Bill_Murray,osoba.html">Murraya</a> żyła iluzjami i goniła za nimi i zostaje w efekcie z pustymi rękoma.<br />
W filmie Wendersa jest podobnie. Główny bohater gnany nie do końca określonym uczuciem porzuca cały dotychczasowy tryb życia i odbywa podróż wstecz, w głąb swojego życia. Siedząc na sofie w mieszkaniu swojej matki <strong>zduminy</strong> ogląda swoje życie przez wycinki prasowe z kronik towarzyskich i bulwarówek. Uświadamia sobie, iż w zasadzie wszystko przegrał i nic nie ma. Informacja o byłej kochance, która ze związku z Howardem (granym przez <a title="Samuel Shepard Rogers" href="http://film.onet.pl/6075,,Sam_Shepard,osoba.html">Sama Sheparda</a>) miała syna, spada na niego jak grom z jasnego nieba. Przeczuwa, że jego syn, którego nigdy nie widział, także będzie czuł do swojego ojca życzliwe uczucia. I tak rozpoczyna się jego podróż.<br />
Możnaby oczekiwać, iż jej przebieg i zakończenie będą w ogólnych zarysach przewidywalne. Jest jednak przeciwnie. Howard okazuje się dość nieporadnym pijaczkiem i utracjuszem, który jakąś nić zrozumienia nawiązuje chyba tylko z własną matką. Pięćdziesięcioletni mężczyzna nadal wymagający matczynej opieki. Jego naiwność zostaje srodze ukarana &#8211; najpierw okazuje się, że w zasadzie nie wzbudza poważniejszych emocji u swojej byłej kochanki, matki jego syna: Doreen (wyborna rola <a title="aktorka wł. Jessica Phyllis Lange" href="http://film.onet.pl/566,,Jessica_Lange,osoba.html">Jessici Lange</a>) traktuje go co najwyżej z ograniczoną życzliwością, wręcz jak zwykłą ciekawostkę turystyczną. Jednak główny bohater doznaje szoku, kiedy wreszcie spotyka się z swoim synem: najpierw agresja ze strony młodzieńca, a potem całkowite odrzucenie. Howard się tego nie spodziewał. Spotyka go taki los, jak mebla wyrzuconego na śmietnik (doskonała scena, kiedy Howard nocuje pod oknem syna na wersalce wyrzuconej na ulicę w stosie śmieci). Jego drzucenie wydaje się być wzmacniane obecnością Sky &#8211; rówieśniczki syna, która podejrzewa, iż właśnie Howard jest jej ojcem. To Sky jest figurą sumienia Howarda: ona poszukuje z nim kontaktu, ona potrzebuje ojca i jest w stanie zaakaceptować Howarda: ale nie bezwarunkowo. Cierpliwie przemawia do niego. Próbuje wskazać mu drogę do przemiany z podstarzałego utracjusza i nieudacznika w dojrzałego, odpowiedzialnego mężczyznę.<br />
<strong>Ostatnia scena filmu jest w tym kontekście specyficzną codą: dokąd i w jakim celu wyruszają z rodzinego miasteczka Sky i Earl?</strong><br />
Widzimy więc, iż w końcu <strong>punkt finalny dla Wendersa i Jarmusha jest jednak zupełnie różny</strong>. <strong>Jarmush zostawia Johnstona na rozstaju</strong>: dosłownie i w przenośni. Nie daje mu niemal nic na końcu. Don na końcu jest jeszcze bardziej samotny i opuszczony niż na początku &#8211; ale jest nadal wyłącznie byłym Donżuanem pozbawionym swojego życia. <strong>Wyszedł z pustej subiektywności i na niej poprzestał</strong>: jak przez szybkę obejrzał swoich kiedyś-bliskich, być może nawet spojrzał w oczy synowi &#8211; ale to wszystko.<br />
Wenders natomiast wykazał się o wiele szerszą perspektywą &#8211; było w niej miejsce na dojrzałość i odpowiedzialność. Howard się zmienia: najpierw dociera do niego pustka jego własnej osobowości, potem następuje pewien zwrot: staje się ojcem &#8211; a w zasadzie już się domyśla, co powinien zrobić, aby nim być: <strong>powinien poczuć odpowiedzialność i znaleźć siły do jej udźwignięcia</strong>.<br />
To ostatnie wydaje się <strong>różnić podejście Jarmusha od Wendersa &#8211; pierwszy uprawia kino artystyczne, a drugi kino moralne</strong>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://camera.art.pl/?feed=rss2&amp;p=56</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>To był plan doskonały</title>
		<link>http://camera.art.pl/?p=55</link>
		<comments>http://camera.art.pl/?p=55#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 23 Mar 2006 14:35:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje krzycha]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nt.home.pl/empiryk/camera/?p=55</guid>
		<description><![CDATA[Oto ponownie Spike Lee zapalił skręta i pognał swoje muły do przodu. Plan doskonały (Inside man) to kolejna wyprawa genialnego reżysera w region kina gatunkowego. Wyprawa porywająca. Nie można tego inaczej ocenić &#8211; to doskonały film. Fabuły streszczać nie ma potrzeby &#8211; zostaje ona przekazana w pierwszych zdaniach narratora &#8211; w zasadzie głównego bohatera &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Oto ponownie Spike Lee zapalił skręta i pognał swoje muły do przodu. <a href="http://film.onet.pl/11152,,Plan_doskona%B3y,film.html">Plan doskonały</a> (<a href="http://www.imdb.com/title/tt0454848/">Inside man</a>) to kolejna wyprawa genialnego reżysera w region kina gatunkowego. Wyprawa porywająca. Nie można tego inaczej ocenić &#8211; to doskonały film.<span id="more-55"></span><br />
Fabuły streszczać nie ma potrzeby &#8211; zostaje ona przekazana w pierwszych zdaniach narratora &#8211; w zasadzie głównego bohatera &#8211; Daltona Russella (rola <a href="http://www.imdb.com/name/nm0654110/">Clive&#8217;a Owena</a>) &#8211; i trzeba ją traktować dosłownie. Film opowiada o doskonale zrealizowanym planie napadu na bank. Koniec.<br />
Ale w istocie to, co najbardziej zajmuje w filmie autora <em>Malcolm X</em> to to, co dzieje się wokół napadu &#8211; albo precyzyjniej: <strong>to, co ma miejsce między Spike&#8217;m Lee, a widzem</strong>. Bowiem <strong>najlepsza zabawa</strong> jest właśnie tu. Lee stawia widzowi zagadkę i bawi się w napad na bank. Napad na bank jest tylko okazją do innych rzeczy.<br />
Mamy zatem okazję poznać mroczną tajemnicę okrywającą dobroczynność bankiera. Mamy okazję obejrzeć mechanizmy niepokojących zależności między różnymi wpływowymi osobistościami. Mamy okazję zerknąć na niektóre przyczyny krwawej przemocy na ulicach wielkich miast. I tak dalej. A do tego kilka perełek <em>made by</em> Lee &#8211; etniczne uśmieszki, dowcipy, smak ulicy Manhattanu.<br />
Spike Lee bawi się z widzem. Zadaje mu zagadki tak samo, jak rabuś zadaje je policjantom. Spike bawi się z widzem w przebieranki tak samo, jak rabuś z policjantami. Policjanci tak samo, jak widzowie nagle zdają sobie sprawę, iż plan Daltona Russella jest perfekcyjny i on się powiedzie &#8211; musimy się tylko <strong>wspólnie</strong> domyślić, doczekać końca &#8211; wtedy zobaczymy, jakiż to finał zgotował nam reżyser. A finał jest <strong>dziwnie zaskakujący</strong>.<br />
<em>Plan doskonały</em> rozwija się najpierw metodą chickocka &#8211; zaczynamy od brawurowego przejęcia banku. A potem jest już tylko ciekawiej. Oznacza to rozgrywkę iście w stylu reżysera <em>Autobusu</em>: <em>więc mamy napad na bank&#8230; to fajnie&#8230; usiądźmy więc i pogadajmy o tym, co to znaczy &#8216;napad na bank&#8217; w Ameryce?</em><br />
Film jest bardzo dopracowany plastycznie i realizatorsko. Zwracam uwagę na rozmytą tonację zdjęć z przesłuchań skontrastowaną z fotografiami z samego napadu. To samo dotyczy samego wmontowania fragmentów przesłuchań, które same w sobie są zarazem narracją do biegu wydarzeń, jak i ich częścią &#8211; np. są częścią zagadki: kto bierze udział w napadzie, a kto jest jego ofiarą (zakładnikiem)?<br />
Spike Lee sięgnął do jednego ze swoich ulubionych aktorów &#8211; <strong>Denzel Washington</strong> jako Keith Frazier, policyjny negocjator wydaje się genialnie chwytać intencję reżysera &#8211; czyli zabawę/zagadkę kto i dlaczego napadł na ten bank, a nie na inny? Ważna rola przypada także <strong>Jodie Foster</strong> jako dyskretnej i tajemniczej Madeliene White. Oto M.White czeka, jest cierpliwa cierpliwością płynącą ze świadomości własnej siły: ona zna odpowiednich ludzi, umie pociągnąć za odpowiednie sznurki we właściwym momencie. Nie stać jej na zbędne gesty. Mówi z wystudiowanym spokojem, ale widz ma poczucie, że pod cichym i uprzjemym tonem czai się zło: panie Frazier &#8211; <em>proszę uważać, bo ja kąsam mocniej niż moje słowa</em> &#8211; powie cichym głosem do policyjnego negocjatora i ten już wie, że znalazł się na granicy, której przekroczyć nie może. W ten sposób w filmie pojawia się napięcie, choć nie ma w nim efekciarskich wybuchów lub pościgów samochodowych. Co do wybuchów &#8211; nawet te zostają ujęte w konwencję: co by było, gdyby &#8230;<br />
Jedno na koniec chcę jeszcze zasugerować. Oto film Spike&#8217;a Lee jest <strong>inteligentną</strong> rozrywką sensacyjną. To naprawdę precyzyjnie poprowadzona intryga. Ja osobiście dopatruję się w tym filmie drobnej złośliwości reżysera wymierzonej w takie miazmaty rozrywkowej sensacji jak <a title="Ryzykowna gra" href="http://film.onet.pl/7815,,Ocean_s_Eleven_Ryzykowna_gra,film.html">Ocean&#8217;s eleven</a> lub jego kontynuacja.<br />
Jednego żałuję. Że Spike Lee nie zagrał w swoim filmie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://camera.art.pl/?feed=rss2&amp;p=55</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>9 kompania. Polecam</title>
		<link>http://camera.art.pl/?p=54</link>
		<comments>http://camera.art.pl/?p=54#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 18 Mar 2006 15:42:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje krzycha]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nt.home.pl/empiryk/camera/?p=54</guid>
		<description><![CDATA[Rosyjska &#8211; choć raczej: radziecka &#8211; kinematografia ma bogate zaplecze filmów wojennych. Jak łatwo się domyślić są to produkcje z czasów imperium sowieckiego. Ich rola była wtedy jasna &#8211; miały mitologizować wojnę &#8211; tzw. wojnę narodowowyzwoleńczą: tu &#8211; przeciw byłemu sojusznikowi &#8211; III Rzeszy. Wystarczy wspomnieć Siergieja Bondarczuka i jego filmy. Któż z nas nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Rosyjska &#8211; choć raczej: radziecka &#8211; kinematografia ma bogate zaplecze filmów wojennych. Jak łatwo się domyślić są to produkcje z czasów imperium sowieckiego. Ich rola była wtedy jasna &#8211; miały mitologizować wojnę &#8211; tzw. <em>wojnę narodowowyzwoleńczą</em>: tu &#8211; przeciw byłemu sojusznikowi &#8211; III Rzeszy.</p>
<p>Wystarczy wspomnieć <a title="Siergiej Bondarczuk" href="http://www.filmweb.pl/Siergiej,Bondarczuk,filmografia,Person,id=78982">Siergieja Bondarczuka</a> i jego filmy. Któż z nas nie pamięta  <a title="rosysjki żołnierz przeciw losowi" href="http://www.filmweb.pl/Los,cz%B3owieka,%281959%29,o,filmie,Film,id=103929">Losu Człowieka</a> lub Lecą łabędzie?? Epika, monumentalizm, bohaterstwo, los itd. Wszystko służyło jednemu, prostemu, ideologicznemu celowi: gloryfikacji władzy komunistycznej jako zdolnej do przeciwstawienia się faszyzmowi. Jednak mimo to, były to generalnie warte uwagi <strong>dramaty wojenne</strong>. Niestety podzieliły los imperium sowieckiego.<span id="more-54"></span></p>
<p>Ale podzieliły go w znaczący sposób. W zasadzie <strong>nie naruszając tkanki imperialnej</strong>. Już wyjaśniam, co mam na myśli. Oto z jednej strony <span style="font-style: italic">mamy pewną pustkę</span> &#8211; nie ma (może raczej: nie było) poważniejszej produkcji filmowej w tym gatunku w okresie rozpadu ZSRR i powstanie WNP. A z drugiej pojawiające się produkcje &#8211; np. <a title="wojna w Czeczenii" href="http://serwisy.gazeta.pl/film/1,22535,190680.html">Posterunek A.Rogożkina</a> &#8211; <span style="font-style: italic">nie kontestują oficjalnej ideologii imperium rosyjskiego</span> &#8211; teraz pozbawionej już przebrania komunistycznego.</p>
<p>Wyjście w tej sytuacji wydaje się jedno: <span style="font-weight: bold">ucieczka w podmiotowość uczestników wojny</span>. Na plan pierwszy wychodzi opowieść o konkretnych ludziach w konkretnych sytuacjach, <span style="font-weight: bold">bez zadawania sobie pytań bardziej zasadniczych</span>, np. o cel prowadzonej wojny. Wcale nie jest perspektywa uboższa. Pokazał to choćby DePalma w <a title="Ofiary Wojny" href="http://www.imdb.com/title/tt0097027/">Ofiarach Wojny</a>. I tą ścieżką poszedł <a title="reżyser" href="http://www.filmweb.pl/Fyodor,Bondarchuk,filmografia,Person,id=124804">Fiodor Bondarczuk</a> &#8211; syn <a title="reżyser Cichego Donu" href="http://www.filmweb.pl/Siergiej,Bondarczuk,filmografia,Person,id=78982">Siergieja Bondarczuka</a>.</p>
<p><a title="o filmie" href="http://www.filmweb.pl/Dziewi%B1ta,kompania,%282005%29,opisy,FilmDescriptions,id=181525">9 kompania</a> to <strong>najbardziej interesujący dramat wojenny</strong> ostatniego czasu nakręcony w Rosji. Przede wszystkim dlatego, że jest <strong>próbą</strong> uczciwej opowieści o wojnie, tu &#8211; o wojnie w Afganistanie. Podkreślmy: to jest punkt widzenia bezpośrednich uczestników &#8211; grupy żołnierzy. Dlatego krytykowanie reżysera, ponieważ nie bardzo zajmuje się on podłożem politycznym agresji sowieckiej na Afganistan chyba celu &#8211; zwyczajnie: to <strong>nie ma nic do rzeczy</strong>, czy Bondarczuk będzie mniej, czy bardziej bił się w piersi za zbrodnicze postępki Armii Czerwonej na tym azjatyckim państewku. I tę sytuację reżyser wykorzystuje bardzo skurupulatnie i z sukcesem. Jako widzowie, otrzymujemy dzieło spójne, przekonujące i przykuwające uwagę od pierwszych scen do ostatnich.</p>
<p>Jednak unikajmy innej pułapki interpretacyjnej.  Wpada w nią Katrzyna Wajda stawiając film Bondarczuka obok takich arcydzieł jak <a title="film Stanleya Kubricka" href="http://www.imdb.com/title/tt0093058/">Full Metal Jacket</a><em>, </em><a title="Coppola" href="http://www.imdb.com/title/tt0078788/">Czas Apokalipsy</a> czy <a title="Oliver Stone" href="http://www.imdb.com/title/tt0091763/">Pluton</a>. To za wysokie progi, jak na <span style="font-style: italic">9 kompanię</span>. Być może częściowo Bondarczuk najbliżej ma do<a title="inne spojrzenie na Wietnam" href="http://www.imdb.com/title/tt0096969/"> Urodzonego 4 lipca</a> &#8211; poprzez jednostkowy punkt widzenia. Jednak film rosyjskiego reżysera <span style="font-weight: bold">nie jest ani dialogiem z wymienionymi filmami, ani nie dorównuje im pod względem zawartości</span>. Autorzy filmu o którym mowa, raczej chyba mają na celu pokazanie, iż <span style="font-weight: bold">mogą zrobić w Rosji dobry film batalistyczny</span> &#8211; taki, jaki mógł powstać w Holywood. I to udaje im się na piątkę.</p>
<p>Mamy zatem historię grupy żołnierzy &#8211; rekrutów, zaciągających się gdzieś z Syberii do 9 kompanii desantowej. Oglądamy całą drogę tych ludzi od wcielenia, przez szkolenie unitarne, do lądowania w Afganistanie i ich finalnej akcji &#8211; obrony drogi zaopatrzeniowej ze wzgórza 3234 (prowincja Chost w Afganistanie). Bondarczuk umiejętnie pokazuje, jak indywidualność jednostki zostaje wpasowana do zuniformizowanego organizmu grupy. Niekórych rekrutów trzeba złamać, innych zwyczajnie nauczyć rozumu, inni czują się jak u siebie w domu &#8211; klimat brutalności, upodlenia jest ich środowiskiem naturalnym. Narracja ładnie obrazuje spajanie się jednostek w grupę, w zgrany kolektyw. Buńczuczni rozrabiacy stają się liderami godnymi zaufania. Delikatny artysta malarz okazuje się w głębi duszy zafascynowany perfekcją machiny wojennej &#8230; itd.</p>
<p>Bardzo udanie opisana zostaje przepaść kulturowa dzieląca Rosjan od islamskich fanatyków z Afganistanu. <strong>Nikt nie udaje nawet, że trzeba starać się zrozumieć drugą stronę</strong>. Sytuacja jest temu przeciwna &#8211; mamy wojnę, i trzeba umieć wyłącznie szybko zabić lub zostanie się zabitym. Nie ma miejsca na fałszywą polityczną poprawność. Ale nie ma w <em>9 kompanii</em> wyższości i arogancji wobec Afgańczyków. Przeciwnie: jest twarda świadomość, iż po drugiej stronie jest śmiertelenie groźny wróg, którego trzeba dażyć najwyższym respektem. Tylko tyle i aż tyle. <strong>Bondarczuk nikogo nie zamierza przekonywać, że Armia Radziecka nie jest agresorem</strong>. Wojna się tu świadomym <strong>ciężarem</strong> &#8211; ktoś ją rozpętał, a komandosi z desantu mają ją poprowadzić unkając śmierci i realizując zadane cele. To się nazywa realizm.</p>
<p>Tu chwila na konieczną dygresję. Najlepszy znany mi dotąd film o wojnie w Afganistanie &#8211; <a title="bestia na wojnie" href="http://www.imdb.com/title/tt0094716/">Czołg</a> (1989, reż.Kevin Raynolds) poszedł w kierunku dokładnie przeciwnym realizmowi Bondarczuka. <em>Czołg</em> to mitologiczna wręcz opowieść o starciu stalowej bestii i jej załogi z nieokiełznanym żywiołem Talibów afgańskich. Z jednej strony Czołg operuje brutalnym realizmem wojny, tortur, zbrodni, aby gładko przejść na poziom metafory losu ludzkiego. Pomostem są jednostki.</p>
<p>Bondarczuk jednak na poziomie jednostek się zatrzymuje. To one go interesują. Dylematy i losy. Słowa <em>dylematy</em> nie hamletyzujmy w tym kontekście. Żołnierze 9 kompanii <strong>mają dylematy proste</strong>: pić, czy pić więcej; jak nie zasnąć na posterunku, czy strzelić do dziesięciolatka, czy zaufać Talibowi, żeby wytargować od niego paczkę zapałek itd.</p>
<p><em>9 kompania</em> to film realistyczny. Opowiedziany bardzo sprawnie. Opowiedziany postaciami, a nie monumentlanymi scenami batalistycznymi. Opowiedziany szczegółowo i zajmująco. Przeplatający szorstkie fragmenty żółnierskie z pełnymi subtelności fragmentami. <strong>Przede wszystkim &#8211; to film zrealizowany z dystansem</strong>. Stoi twardo i konsekwentnie na gruncie jednostki &#8211; nie robi kroku ani w stronę symbolizmu, ani w stronę politykierstwa. Tu tkwi siła jest <a title="miliony dolarów zarobku" href="http://www.filmweb.pl/Dziewi%B1ta,kompania,%282005%29,opisy,FilmDescriptions,id=181525">kasowego sukcesu</a>. Ale to jest zasłużony sukces. Postacie filmu są wyraźnie zarysowane i ładnie poprowadzone. Oczywiście mamy tam postacie ikony, ale inne, które początkowo wydają się płaskie zyskują w trakcie opowieści nowe wymiary.</p>
<p>Nawet kończąc swój film Bondarczuk zatrzymuje się na poziomie ludzkim: żołnierze walczą, mimo świadomości walki w niesłusznej sprawie &#8211; ci, dla których oni przelewają krew, zostaną wkrótce zapomniani przez historię. Morał iście z kina batalistycznego, ale tak podany, że widz bierze go takim, jak jest &#8211; czyli z pełnym zaufaniem.</p>
<p>Kończąc trudno mi wyrokować, czy mamy tu egzemplarz nowego kina rosyjskiego. Mamy tu jednak bez wątpienia mocne, relistyczne, męskie kino wojenne. Mamy wciągający film.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://camera.art.pl/?feed=rss2&amp;p=54</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>brokeback mountain &#8211; przeciętność prowincji</title>
		<link>http://camera.art.pl/?p=53</link>
		<comments>http://camera.art.pl/?p=53#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 27 Feb 2006 11:38:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[recenzje krzycha]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://nt.home.pl/empiryk/camera/?p=53</guid>
		<description><![CDATA[Właśnie taka jest moja ocena: to przeciętny film. Zupełnie nie rozumiem, skąd cały szum wokół dzieła Anga Lee &#8211; wyraźnie nie jest on spowodowany zawartością samego filmu. Tajemnica Brokeback Mountain to w sumie przeciętny film dyskretnie opowiadający historię dwóch biseksulanych kowbojów &#8211; sprzedawcy maszyn rolniczych i najemnego robotnika sezonowego. Być może są to mężczyźni homoseksualni, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Właśnie taka jest moja ocena: <strong>to przeciętny film</strong>. Zupełnie <strong>nie rozumiem, skąd cały szum</strong> wokół dzieła <a title="dorobek filmowy Ang Lee" href="http://film.onet.pl/23737,1,Ang_Lee,osoba.html">Anga Lee</a> &#8211; wyraźnie <strong>nie jest on spowodowany</strong> zawartością samego filmu. <em>Tajemnica Brokeback Mountain</em> to w sumie przeciętny film dyskretnie opowiadający historię dwóch biseksulanych kowbojów &#8211; sprzedawcy maszyn rolniczych i najemnego robotnika sezonowego. Być może są to mężczyźni homoseksualni, jednak presja środowiska zmusza ich do zachowań biseksualnych. W tym ostatnim tkwi główna oś dramturgiczna cichej opowieści tajwańskiego reżysera.<span id="more-53"></span></p>
<p>Jednak mam nieodparte wrażenie, że ten potencjalnie nośny materiał nie został do końca wykorzystany. Być może mógł się stać jakimś głosem w kwestii pozycji środowisk homoseksualnych w Stanach Zdjednocznych&#8230; o ile jest o czymkolwiek dyskutować? Tymczasem film o którym mowa nie prowadzi ani do jakichkolwiek wniosków, ani nie zabiera się  &#8211; <strong>wg mnie do najbardziej interesującego</strong> &#8211; obyczajowego tła życia gejów w rolniczych (!) stanach USA&#8230; Po obejrzeniu filmu <strong>nadal nie wiem, czy nawet jest to opowieść o uczuciu miłości</strong> między Jackiem Twist i Ennisem Del Mar? Z pewnością mamy do czynienia z pożądaniem, które ich łączy &#8211; jednak <em>czy stoi za tym uczucie</em>? Samo trwanie tego związku równierz nie pomaga w rozwiazaniu tej zagadki. gdyby to można jasno uchwycić, to film Lee nabrałby konkretniejszego kształtu &#8211; zyskałby na jakimś drmatyzmie, postawiłby przed głównymi bohaterami i/lub widzami jakiś dylemat.</p>
<p>Ponadto &#8211; nie jestem także pewien, czy to jest film o (nie)tolerancji głębokiej prowincji USA? Owszem: tu jest sytuacja lepsza niż we ww. sprawie domniemanego uczucia dwóch gejów. Reżyser pokazuje motywy, które blokują Ennisa przed zerwaniem z żoną i córkami i rozpoczęcia wspólnego życia z Twistem. jest także domysł co do przyczyn śmierci Twista &#8211; jednak tu nie jest pewne, czy nie mamy do czynienia z projekcją lęków Ennisa?</p>
<p>Jak widać z tego krótkiego zestawienia, jest tu kilka podstawowych pytań, które pozostają bez odpowiedzi. W porządku &#8211; mogę przyjąć (bez wyraźnych podstaw &#8211; ale kierując się dobrą wolą) założenie, iż Ang Lee celowo nie chciał wprost uderzać w nietolerancyjną, zabobonną i ciemną mentalność pruderyjnej prowincji Stanów. Więc reżyser postawił na subtelność i aluzję niż na bezpośredni wykład i zaangażowanie społeczne. Jednak kontrowersje, jakie wywołał ten film w USA zdają się temu przeczyć &#8211; być może <a title="to nie jest film gejowski?" href="http://film.onet.pl/F,11206,1309661,1,600,artykul.html">nawet wbrew intencjom autora</a>.</p>
<p>Jeszcze jedno mnie kłopocze przy filmie Ang Lee. Otóż wydaje mi się, że nie całkiem mamy tu wierność faktom. Film przebiega kilkanaście lat &#8211; od połowy lat 60tych do przełomu 70 i 80tych. Na ekranie widzimy, iż obyczajowość środowiska się nie zmienia &#8211; jest ona tak samo zamknięta i obskurancka.  Ale przecież w latach 60tych mamy w USA <strong>rewolucję wyzwolenia seksualnego</strong>, która owocuje równierz wypłynięciem na światło dzienne środowiska gejowskiego i &#8211; ogólnie &#8211; homoseksualnego. <strong>Promiskuityzm święci triumfy</strong>.Â&#160; A tu w Montanie, jakby nigdy nic &#8211; nie pomaga nawet obecność telewizji, która nic nie zmienia! Film kończy swoją opowieść w czasie, gdy zaczyna się ujawniać straszne zagrożenie AIDS. Ale w filmie nie ma to znaczenia. Pytam zatem: skąd ta jawna i dziwna dysproporcja?<br />
<strong>Jakie są mocne strony filmu?</strong> Aktorstwo. Bez wątpienia <em>Tajemnica ..</em>. jest <strong>wyśmienicie zagrana</strong>. Szczególnie podziwiam tu <a title="dobry aktor" href="http://film.onet.pl/735,,Heath_Ledger,osoba.html">Heatha Ledger</a>, który wybornie wcielił się w prostego rednecka &#8211; Ennisa Del Mar. Kapitalnie poprowadził tę rolę i umiał pokazać spoza maski niezbyt rozgarniętego i elokwentnego robotnika człowieka z krwi i kości, który czuje, że np. dla dobra córki  musi odmówić jej wsparcia przy dorosłym starcie i odejścia z domu jej matki. Właśnie role kobiece &#8211; w sumie drugoplanowe &#8211; także  warte są uwagi i skrupulatengo odnotowania.</p>
<p>Podsumowując: film przeciętny, pełen niedomówień. Niczego szczególnego nie rozwiązuje, niczego szczególnego nieÂ&#160; wyjaśnia, aniÂ&#160; &#8211; co gorsza &#8211; nie zostawia jakiegoś materiału do przemyśleń i ew. dyskusji. To jest jego grzech główny. Poza tym reszta jest całkiem znośna: wyborne aktorstwo, ładne okolice, dobre stylizacje.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://camera.art.pl/?feed=rss2&amp;p=53</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
