Pakt. Serial HBO.

pakt-screen

Serial HBO „Pakt” uważam za nadspodziewanie udane niskobudżetowe dzieło. To zwyczajnie kawałek dobrego kina. Owszem, być może główny aktor – Marcin Dorociński – w tej roli nie jest najsilniejszą stroną „Paktu”, ale w kontekście całości ta wada nie psuje odbioru.

Zacznę od estetyki. „Pakt” jest estetycznie przemyślany od początku do końca. Spójna warstwa koloru, oświetlenia, montowania i kadrowania. Tworzona w ten sposób spójnia człowiek-miasto staje się namacalna i przytłaczająca. Lekcja odebrana od twórców „Detective” (drugi sezon, 2014) , czy „The Killing”  – gdyby sięgnąć głębiej „Millenium”  daje owoce. Sama czołówka stanowi esencję tego punktu: mroczna, spowolniona, oniryczna, miasto-moloch, zamglone, zagubione postacie ludzkie. Całość filmowana w stylistyce bliskiej kanonom Dogmy – wyłącznie lub głównie ze światłem zastanym. Bywa to irytujące, bo czasami obraz traci czytelność, jednak mieści się w przyjętej estetyce.

Czytaj dalej

Share on Facebook

Misja Aganistan to porażka

Misja Afganistan to porażka. Tyle mogę powiedzieć po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków. To jest porażka pod każdym względem.

Kiedy jakiś czas temu dotarły do mnie zapowiedzi, iż Canal+ przygotowuje Misję Afganistan, poniekąd ucieszyłem się. Pomyślałem, że pora najwyższa spróbować budować pozytywną mitologię dla czystego zbójectwa, jakie muszą uprawiać polscy żołnierze w zapadłych dziurach świata, biegając za cudzymi wrogami. Dotychczas stosunek naszego społeczeństwa do zagranicznych misji bojowych polskiego wojska był/jest dość chłodny – nie ma ani zbytniego entuzjazmu, ani krytyki. Z Misją Afganistan wiązałem nadzieję, iż właśnie zacznie się to zmieniać. Kierunek tej zmiany w zasadzie mógł być dowolny od apoteozy, do krytycznego odrzucenia. Mniej więcej tak, jak to w popularnej kulturze hollywoodzkiej dzieje się od lat – w USA zmienia się tylko kontekst (wojny w zatoce w latach 90tych, inwazja na Irak, wojna w Afganistanie). Byłem zwyczajnie ciekaw w jakim kierunku to pójdzie w naszym przypadku?

fot. http://www.misjaafganistan.pl/

Czytaj dalej

Share on Facebook

Tygiel narodów na promenadzie

Najpierw było zdziwienie: Martin Scorsese – jeden z najważniejszych światowych reżyserów zabrał się za robienie formatu dla przeciętniaków – czyli tasiemcowego, sezonowego serialu. Potem drugie zdziwienie – główna rola obsadzona przez Steve’a Buscemiego. Aktora przez duże „A”. Nie było innego wyjścia, musiałem obejrzeć pilota cyklu. Jak łatwo się domyślić, na pilocie nie poprzestałem. „Boardwalk empire” to świetny obyczaj z wątkami sensacyjnymi.


Nie dajmy się zwieść reklamom, jakie podaje nam choćby telewizja: że „Boardwalk empire” to jatka, sensacja, strzelanki, burdele i prohibicja. Sam proponowany polski tytuł „Zakazane Imperium” jest zwodniczy i nie oddaje zawartości filmu. Całość jest bardzo zrównoważona i jest to stylowy film obyczajowy pokazujący Amerykę wczesnych lat 20tych przez pryzmat nadmorskiego kurortu Atlantic City.

Czytaj dalej

Share on Facebook

polski wątek złego porucznika

Ponieważ ostatnio poznałem film Wernera Herzoga Zły porucznik (The Bad Lieutenant: Port of Call – New Orleans, 2009). Ponieważ jest to remake oryginalnego, skandalizującego obrazu Abla Ferrary z 1992, nie miałem innego wyjścia, jak odświeżyć sobie Złego porucznikaHarveyem Kaitelem w roli głównej. Zrobiłem to wczoraj. Czytaj dalej

Share on Facebook

wątpliwość

Film Johna Patricka Shanleya łączy w sobie – co najmniej – dwie unikalne cechy. Jest dziełem wyjątkowo ascetycznym w środkach wyrazu i jednocześnie skrzy się od wieloznaczności i różnych kierunków interpretacji. Wątpliwość porusza kilka problemów i nie oferuje łatwych odpowiedzi pomimo do bólu jasnych postaw głównych bohaterów.

poster, Wątpliwość

Ascetyczność filmu o którym mowa widoczna jest w każdym punkcie rzemiosła kinowego: od skromnej grupy głównych postaci, przez oparcie całego przekazu niemal wyłącznie na ich grze, aż do teatralności ekranizacji (film jest zresztą ekranizacją sztuki teatralnej reżysera) – miejsce akcji ogranicza się ledwie do paru pomieszczeń i okolic kościoła. Ten efekt wzmagany jest jeszcze statyczną pracą kamery, która jest wyłącznie biernym, pobocznym obserwatorem pokazywanych zdarzeń.

Czytaj dalej

Share on Facebook

Obywatel Milk i apostoł Penn

Seana Penna cenię niezwykle wysoko jako aktora. Nie wdając się w szczegóły, jest on dla mnie jakimś następcą Roberta De Niro. Moja fascynacja Pennem została poddana wyjątkowo ciężkiej próbie, gdy usłyszałem, że Penn nagrodzony Oscarem za rolę w Obywatelu Milk przebrał się w fatałaszki piewcy homoseksualizmu. Tak, jakby nie dostrzegał prostej dystynkcji między odtwarzaną rolą, a życiem realnym.

poster, Obywatel Milk

Tym bardziej, iż Penn gra Milka bardzo dobrze, a sam film jest mocno przeciętny. Co najwyżej przeciętny. Werdykt gremium oskarowego wydaje mi się decyzją ideologiczną, a nie merytoryczną. Nie pierwszy i nie ostatni raz. A jednak żal. Czytaj dalej

Share on Facebook

Czy tylko Spartanie polegli?

Pospieszam z moja wersją odpowiedzi: poległ też Zack Snyder, reżyser i scenażysta ‚300‚. Poległ w w tym sensie, że za kilkanaście miesięcy o tym filmie będą pamiętać wyłącznie fani komiksu F.Millera oraz księgowy wytwórni filmowej. Ten ostatni być może nawet będzie ukontentowany.

300, poster

Czytaj dalej

Share on Facebook

Apocalypto

Film Mela Gibsona Apocalypto ma swoje mocne i słabe strony. Może się podobać z różnych powodów, ale nie powinny one przysłaniać faktu, iż historia z prekolumbijskiej dżungli jest miałkim i marnym przesłaniem.

poster, Apocalypto

Czytaj dalej

Share on Facebook

Ludzkie dzieci – jest miejsce na nadzieję

Dawno nie miałem okazji obejrzeć filmu łączącego w sobie dwie cechy pozornie sprzeczne: pesymistyczną postindustrialną wizję cywilizacji z prostym i wręcz naiwnym przesłaniem nadziei. Bo Children of Man w reż. Alfonso Cuaróna jest filmem o nadziei. O takiej nadziei, która trwa mimo wszystko. Trwa przeciw światu. I to jest ważne.

Uwaga: poniższy tekst może zawierać spoilery!

Czytaj dalej

Share on Facebook

Dwugłos o ojcostwie

Te filmy warto oglądać obok siebie. W dowolnej kolejności. Mam na myśli Broken Flowers Jima JarmushaNie wracaj w te strony Wima Wendersa. Filmy o których mowa, w pewien szczególny sposób się uzupełniają. Oglądają podobne (te same?) sytuacje z dwóch różnych punktów widzenia. Jednocześnie są ciekawą ilustracją podejścia tych dwóch autorów. Jarmush i Wenders poniekąd dokonują pewnych ważnych życiowych rozliczeń. Czytaj dalej

Share on Facebook

Copyright © camera-obscura
autorskie recenzje filmowe | Krzysztof Kudłacik

Zbudowany w oparciu o Notes Blog Core
Powered by WordPress